„(Rosyjscy) mundurowi nic nie wiedzieli o tej wymianie. Mundurowi są bardzo rozgniewani” – napisał na Facebooku prokremlowski politolog Siergiej Markow.

Nikt w Rosji nie rozumie, jak to się mogło stać, że siedząca w niewoli wolontariuszka została użyta w prywatnej wymianie jeńców. „Tajrę wymieniono na ukraińskiego półkryminalnego Czeczena. Nawet nie brał udziału w walkach. Po prostu był krewnym ważnego faceta. I jeszcze szmalu dorzucili” – pieklił się jeden z nacjonalistów Roman Antonowskij w sieci społecznościowej Telegram.

– Uczucie zbaranienia, które podobno odczuwają władze z powodu „przypadku Tajry”, może być usunięte tylko w jeden sposób: bezlitosne pokazowe represje w stosunku do winnych. Wszyscy powinni siedzieć, a niektórzy może i lec… – domagał się inny, Jegor Chołmogorow.

Książęcy prezent

Rosyjscy wojskowi, oficerowie służb specjalnych, ale i ta część opinii publicznej, która popiera wojnę w Ukrainie, buzują wściekłością, a Kijów cieszy się z powrotu legendarnej ratowniczki Julii Pajewskiej, znanej jako Tajra.

Sanitariuszką-ratowniczką stała się przez przypadek, w Kijowie w czasie rewolucji 2013–2014 roku, gdy została „medykiem Majdanu”. Stamtąd pojechała na front w Donbasie. Tam nagrała na wideo półamatorski kurs medycyny ratowniczej dla wszystkich sanitariuszy w strefie działań wojennych.

Czytaj więcej

Zełenski: Mieszkańcom Mariupola zagrażają infekcje nie do pomyślenia w dzisiejszym świecie

Przez dwa lata nawet formalnie służyła w armii, stworzyła zespół ratowników medycznych Aniołki Tajry, ale zwolniła się w 2018 roku. Już bardzo popularna w 2020 roku zakwalifikowała się na Igrzyska Invictus Games. Brytyjski książę Sussex (czyli książę Harry) zorganizował je dla żołnierzy i weteranów, którzy odnieśli rany w walkach. Z powodu pandemii nie doszło do nich, ale książę Harry sfinansował jej zakup niewielkiej kamerki, której miała użyć do nagrań do filmu dla Netflixa.

Z tą kamerką trafiła do Mariupola, gdy rosyjska armia zamykała pierścień okrążenia.

Symbole wojny

W połowie marca ogromną ilość nagrań udało jej się przekazać ostatnim zagranicznym dziennikarzom w mieście – z amerykańskiej agencji Associated Press. Stanowiły niebywały zapis cierpień ludzi w oblężonym Mariupolu, a przy okazji i odwagi Pajewskiej, która – wbrew nastrojom obrońców, a nawet zwykłych mieszkańców – pomagała też rannym rosyjskim żołnierzom.

Autopromocja
Wyjątkowa okazja

Roczny dostęp do treści rp.pl za pół ceny

KUP TERAZ

Rosjanie aresztowali ją 16 marca, gdy „zielonym korytarzem” wywoziła z miasta kobiety i dzieci. Tego samego dnia rosyjskie lotnictwo zbombardowało Teatr Dramatyczny w Mariupolu, zabijając nie mniej niż 600 mieszkańców.

Nie wiadomo, dlaczego rosyjscy propagandyści postanowili właśnie z niej uczynić symbol „ukraińskiego neonazizmu”. W rosyjskich więzieniach siedzi około 1,5 tys. ukraińskich cywilów: urzędników, dziennikarzy, wolontariuszy. Wybrano jednak ją, być może dlatego, że była z Mariupola. Trzecia co do wielkości rosyjska telewizja NTV nadała ponadgodzinny film o Tajrze pod tytułem „Kobieta o pseudonimie Bestia”, gdzie udowadniano, że jest nazistką. Prawdopodobnie szykowano jakiś jej publiczny proces.

Ale na drodze Kremla stanął bandyta bliski władcy Czeczenii Ramzana Kadyrowa, Murad Saidow.

Szczęście Tajry

Gangster pochodzi z ukraińskiego Melitopola, gdzie przed wojną pełnił prawdopodobnie funkcję „smotriaszczego” (czyli nadzorcy miasta z ramienia gangów). Ale musiał stamtąd uciekać. „Z powodu problemów” – jak to ujął Markow. Saidow schronił się na okupowanym Krymie, gdzie został „doradcą przedstawiciela Ramzana Kadyrowa”, ale w 2019 roku trafił do aresztu (tym razem rosyjskiego) za udział w bójce. Po wybuchu wojny wrócił jednak do Melitopola. „Pomaga pewnie ustanawiać prorosyjskie władze w mieście” – opisuje Markow obecne obowiązki bandyty. Ukraiński wywiad sądzi, że jest on tam „szarą eminencją”, ponieważ do niego należy rozdzielanie pomocy humanitarnej przysyłanej z Rosji.

Syn Saidowa, Adam (obaj są obywatelami Ukrainy), pozostał jednak po drugiej stronie frontu. W połowie marca jeszcze zapewniał, że nie został aresztowany przez Ukraińców, a jedynie „przewieziony w bezpieczne miejsce” przez nich. Ale do wojska też nie trafił.

Nikt nie wie, jak to się stało, że Murad Saidow wpadł na pomysł, by wymienić syna na Tajrę, i w jaki sposób udało mu się doprowadzić do zwolnienia osoby, z której kremlowska propaganda już zdołała uczynić symbol „ukraińskiego zła”. W dodatku musiał zapłacić też 25 mln rubli (ok. 400 tys. dolarów), tylko nie wiadomo komu. Prawdopodobnie swoim, by wypuścili Ukrainkę.

Wszystko to świadczy o niebywałym skorumpowaniu i rozkładzie rosyjskich organów władzy, przede wszystkim na zapleczu frontu.

Na szczęście dla Tajry.