Według relacji świadków, do których dotarli dziennikarze CNN, mer Hostomela i dwóch wolontariuszy zostało zabitych przez rosyjskich żołnierzy.
Jurij Pryłypko został zastrzelony, gdy wspólnie z Iwanem Zorią próbował przekazywać lekarstwa i inne artykuły dla mieszkańców. Inny cywil, Ołeksandr Karpienko, został zabity, gdy próbował ich ratować.
Rosja konsekwentnie zaprzecza, że podczas inwazji na Ukrainę celowała w ludność cywilną, jednak zdjęcia miejsca zdarzenia zrobione po ataku oraz nagrania zarejestrowane przez kamery w dniu ataku wyraźnie pokazują, że mer jechał w cywilnym samochodzie, gdy rosyjskie wojsko otworzyło ogień. Według naocznych świadków, w pobliżu nie było żadnych innych samochodów ani pojazdów wojskowych.
Stacja CNN rozmawiała z trzema naocznymi świadkami ataku oraz z kilkoma innymi mieszkańcami, którzy widzieli ciała leżące na ulicy w kilka dni po strzelaninie.
Czytaj więcej
"Rosjanie nacierają na Siewierodonieck... W mieście trwają walki uliczne" - napisał na swoim kanale w serwisie Telegram gubernator obwodu ługańskie...
Hostomel - podobnie jak Irpięn, Bucza i inne miasta, wsie i przedmieścia na północ od Kijowa - znalazł się pod kontrolą rosyjską wkrótce po rozpoczęciu inwazji. Kiedy pod koniec marca Ukraina odzyskała kontrolę nad tym obszarem, miejsca te stały się synonimem okrucieństw popełnionych przez wojska rosyjskie.
Kiedy Hostomel został zaatakowany, Pryłypko zorganizował grupę około tuzina wolontariuszy, których zadaniem było dostarczenie żywności, lekarstw i innych artykułów ludziom ukrywającym się w schronach w całym mieście - tak twierdzi rodzina mera i kilku wolontariuszy zaangażowanych w tę akcję.
3 marca, ósmego dnia inwazji, Pryłypko i trzej inni wolontariusze wyruszyli białym SUV-em z jego domu w zachodniej części miasta.
Samochód prowadził Taras Kuzmak, szef miejskiego przedsiębiorstwa gospodarki komunalnej. Powiedział CNN, że mer siedział obok niego na przednim siedzeniu, gdy grupa jechała na wschód. Powiedział, że żaden z mężczyzn w samochodzie nie był uzbrojony ani nie nosił kamizelki kuloodpornej.
Jurij Szturma, inny wolontariusz, który był z Pryłypko w samochodzie, powiedział, że mer próbował zorganizować dostawę generatorów prądu dla Hostomela, ponieważ w tym momencie - w głębi ukraińskiej zimy - miasto było odcięte od prądu, wody i ogrzewania przez wiele dni. Według Szturmy, tego dnia do Hostomla miał przybyć z południa konwój z pomocą humanitarną.
Kiedy samochód minął jezioro i zbliżał się do głównej drogi biegnącej przez Hostomel, wolontariusze zauważyli kolumnę rosyjskich czołgów.
W tym czasie południowa część miasta była wciąż pod kontrolą Ukrainy. Natomiast północna część została przejęta przez rosyjskie wojska, które zbliżały się do centrum.
Czytaj więcej
Szef MSZ Rosji Siergiej Ławrow musiał odwołać swoją wizytę w Serbii, ponieważ sąsiednie kraje zamknęły swoją przestrzeń powietrzną dla samolotu min...
Według raportu wywiadu ukraińskiego Ministerstwa Obrony, wojska rosyjskie i ukraińskie walczyły o kontrolę nad Hostomelem w pobliżu miejskiej fabryki szkła - ponad kilometr od samochodu wolontariuszy.
- Właśnie tam po raz pierwszy znaleźliśmy się pod ostrzałem - powiedział Kuzmak. Ochotnicy próbowali uciekać, pędząc i skręcając na południe, ale było już za późno. Zoria, który siedział na tylnym siedzeniu, został postrzelony w głowę.
Szturma powiedział, że kiedy próbowali uciec, zobaczyli pojazd opancerzony z literą "V" - jednym ze znaków używanych przez rosyjskie wojsko.
Samochód z merem miasta został ponownie zaatakowany w pobliży miejskiej kliniki, która została przejęta przez Rosjan. - Kiedy wyskoczyliśmy z samochodu, znowu zaczęli do nas strzelać. Wyciągnąłem Iwana z samochodu. Zaczęli do nas strzelać z broni automatycznej z odległości 50 metrów, może mniej - powiedział Szturma. W tym miejscu trafiony został mer Hostomela. Rosjanie postrzelili następnie Ołeksandra Karpienkę, gdy ten próbował pomóc rannemu.
- Widziałem, jak Ołeksandr upadł. Gdy upada, trafia go kula, która wydostaje się z brzucha. Pobiegliśmy się ukryć, a on krzyczał: "Nie zostawiajcie mnie!" - relacjonuje Dawid Szeremet, inny mieszkaniec miasta, który przybył na miejsce, by pomóc rannym.
Powiedział, że grupie udało się w końcu dotrzeć do Karpienki. Zabrali go do domu, ale następnego dnia rano zmarł z powodu odniesionych ran. - Udzieliliśmy mu wszelkiej możliwej pomocy, ale nie można było wezwać karetki - przekazał.
Po tym, jak Szeremet, Kuzmak i Szturma uciekli z Karpienką, martwe ciała Pryłypki i Zorii pozostawiono na ulicy na kilka dni, do czasu, gdy miejscowy ksiądz Petro Pawłenko zdobył się na odwagę i poprosił rosyjskich żołnierzy, by pozwolili mu zabrać zwłoki.
Ksiądz powiedział CNN, że rosyjscy żołnierze pozwolili mu wywieźć ciało Pryłypko na taczce, ale zabronili mu zabrać drugą ofiarę. Mógł to zrobić dopiero dwa dni później, gdy w okolicy nie było już rosyjskich żołnierzy.