Daniłow mówił, że choć 19 kwietnia rozpoczęły się walki na całej linii frontu w obwodach donieckim, ługańskim i charkowskim, to jednak "była to próba przetestowania sił ukraińskich Sił Zbrojnych". - Próba zakończyła się niepowodzeniem. Teraz będą kontynuować te próby. Rozpoczęcie tzw. dużej ofensywy jest kwestią czasu - przekonywał sekretarz Rady Bezpieczeństwa i Obrony.
Przedstawiciel ukraińskich władz przestrzegał jednocześnie przed stwierdzeniami, że bitwa o Donbas będzie "ostatnią i decydującą" bitwą tej wojny.
Czytaj więcej
Mimo ostrzału z rosyjskiej strony front na razie nie drgnął. Obrońcy utrzymują swe pozycje, czekając na pomoc Zachodu.
- Przed nami może być wiele różnych zdarzeń. To nie jest, jak wcześniej mówiłem, ostatnia i decydująca bitwa. To jedna z bitew, które toczymy w naszym kraju od 2014 roku - podkreślił.
Daniłow mówił też, że Rosja wciąż ma zasoby i rezerwy, które może rzucić do walki w ciągu dwóch do czterech tygodni.
Ostatnio odnotowaliśmy, że Libijczycy i Syryjczycy - tzw. najemnicy - pojawiają się na froncie
- W żadnym wypadku nie powinniśmy nie doceniać siły naszego wroga: to duże państwo, wielu ludzi, choć nie najmądrzejszych - stwierdził.
- Wciąż mają wielu ludzi. Dodatkowo ostatnio odnotowaliśmy, że Libijczycy i Syryjczycy - tzw. najemnicy - pojawiają się na froncie. Dlatego trudno jest powiedzieć, kiedy skończą (wojnę - red.) - podsumował Daniłow.