Spotykam go przypadkiem. Na pustej uliczce w centrum Kijowa, obok nieczynnego od kilku dni Rynku Besarabskiego. Wysokiej rangi duchowny ukraińskiej Cerkwi, tej niezależnej od Patriarchatu Moskiewskiego.
Głowa nakryta czarną skufią, spiczastą czapką prawosławnego duchownego. Broda częściowo siwa. Jest w szarym płaszczu, w każdej ręce trzyma reklamówkę z zakupami. Mleko, ser, owoce. Skromnie, bo za kilka dni zaczyna się wielki post - w najbliższy poniedziałek, czyli dzień męczenników Fiodora, Mawrikija, Filipa i świętego mnicha Afanasija.