Reklama

Szułdrzyński: Mission impossible Rafała Trzaskowskiego

Gdy półtora roku temu Rafał Trzaskowski wygrywał wybory prezydenckie w Warszawie był jednym z najbardziej obiecujących polityków w Polsce. Po wielkim sukcesie nad Patrykiem Jakim, po zwycięstwie w pierwszej turze nad kandydatem Prawa i Sprawiedliwości, po stanięciu na czele opozycyjnej frondy przeciw Zjednoczonej Prawicy na czele której stanęli bez wyjątki prezydenci wielkich miast, Trzaskowski miał w zasięgu każde stanowisko. To wówczas zaczęto spekulować, że wszedł do pierwszej ligi, że może spokojnie myśleć o tym, by wystartować na prezydenta Polski.
Szułdrzyński: Mission impossible Rafała Trzaskowskiego

Foto: Fotorzepa/Robert Gardziński

Ale dziś po półtora roku sytuacja jest zgoła odmienna. Startuje w wyborach zamiast Małgorzaty Kidawy Błońskiej, która zakończyła kampanię z klasą i w pięknym stylu, niemniej z jednocyfrowym wynikiem w sondażach. Czyli katastrofą.

Trzaskowski startuje, by ratować Platformę Obywatelską, a nie po to, by odnieść sukces. Dziś sondaże pokazują, że bezapelacyjnym faworytem jest Andrzej Duda. Celem minimum Trzaskowskiego jest wejście do drugiej tury, a więc pokonanie nie kandydata partii rządzącej, ale odzyskanie elektoratu, który odpłynął do Szymona Hołowni i Władysława Kosiniaka-Kamysza. Od początku więc kandydat PO stanie do bratobójczej walki o elektorat centrowy czy liberalny. Na walkę z samym Dudą czas przyjdzie dopiero w drugim kroku.

Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)

Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:

  • codzienne wiadomości, wartościowe komentarze i opinie na serwisie
  • pogłębione reportaże i publicystyka w Plusie Minusie
Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama