Szef rządu ma rację, że w kluczowych dla racji stanu sprawach potrzebne jest współdziałanie, ale refleksja ta przyszła za późno. Premier twierdzi, że skoro już za nami cztery elekcje, przed nami trzy lata bez wyborów, to wreszcie można siąść do stołu i porozmawiać o sprawach najważniejszych. Takie myślenie należy stanowczo odrzucić. W utrwalonych systemach demokratycznych jest regułą, że liderzy opozycji są informowani przez rządzących o sprawach fundamentalnych, ponieważ istnieje prawdopodobieństwo, że to oni za jakiś czas będą rządzić państwem, powinni mieć więc prawdziwy obraz rzeczywistości – bez względu na to, czy do wyborów jest blisko czy daleko. Mówiąc o tym, że po wyborach już można siąść z opozycją do rozmów, premier przyznaje, że okres wyborczy jest czasem stanu sztucznie kreowanego podziału, stanu wyjątkowego i wyniszczającego naszą wspólnotę konfliktu.