Tuż po wyrzuceniu obu pań z partii zadziałał efekt współczucia i ciekawej życzliwości dla "pisowców light". Kolejni kandydaci do czystki uznali zatem, że trzeba się pozwolić nieść obiecującej fali – publicznie demonstrować niezadowolenie z zamordyzmu panującego w PiS i wskutek tego z hukiem wylatywać z dworu Jarosława Kaczyńskiego.
Michał Kamiński wykorzystał antenę TVN do dramatycznego występu. Gwoździem programu było zaklinanie się spin doktora, że nigdy nie będzie kablem. Wyrecytował nawet wyuczony na pamięć wiersz Antoniego Słonimskiego i ogłosił, że teraz to już na pewno zostanie wyrzucony. I co? I nic. Kaczyński nieoczekiwanie zignorował show swojego niegdysiejszego medialnego czarodzieja.