Wszak nieraz dawała dowód, że zdanie obywateli nie jest dla niej najważniejsze – jak choćby wówczas, gdy wyrzucała do kosza projekty, pod którymi podpisywały się miliony Polaków.
Jest jednak szansa, że do polskiego życia publicznego znów wróci dialog, przynajmniej na poziomie rządu, pracodawców i związkowców. Lada dzień dojdzie najprawdopodobniej do porozumienia w sprawie powołania nowej Rady Dialogu Społecznego, która zastąpi sparaliżowaną od kilkunastu miesięcy Komisję Trójstronną. Nawet jeśli to tylko jeden z efektów roku wyborczego, warto pochwalić wszystkie strony za porozumienie. Rada ma mieć spore uprawnienia, bo na przykład będzie jej wolno kierować pytania do Sądu Najwyższego czy przygotowywać projekty ustaw, do których rząd będzie miał obowiązek się odnieść.
Dialog rzecz jasna nie oznacza, że nie będzie dochodzić do napięć. Nie unikniemy sporów i konfliktów interesów. Ważne jest jednak to, że będą istniały ramy ich rozwiązywania. Bo dialog władzy ze społeczeństwem to chyba największa zdobycz nowoczesnej polityki.
Powstanie Rady Dialogu Społecznego to jednak tylko pierwszy krok w dyskusji na temat realnego dialogu w Polsce. Trudno bowiem czasem nie odnieść wrażenia, że władza nie traktuje wszystkich obywateli tak samo. Są grupy, których głos jest słuchany, które potrafią wymóc na rządzie i społeczeństwie zgodę na swoje postulaty. Dużą siłą nacisku są na przykład górnicy i rolnicy czy nawet lekarze. A co z pozostałymi grupami społecznymi? Co z tymi, które nie palą opon przed siedzibą premiera i nie blokują dróg traktorami? Na przykład zwykli przedsiębiorcy. Jakie oni mają możliwości dotarcia ze swoimi postulatami do rządu? Widać to doskonale choćby w polityce służb skarbowych wobec małych przedsiębiorców. Ale może i oni coś w końcu zyskają dzięki temu, że wciąż trwa rok wyborczy.