Oczywiście w sposób najwygodniejszy z punktu widzenia prezydenta, bo poprzedziły ją badania wizerunkowe, z których ma wynikać, że Polacy obawiają się nieprzewidywalnych sił.
Naturalnie takiemu podziałowi nie brak mankamentów. Przede wszystkim pobrzmiewa w nim retoryka dobrze znana z czasów nieboszczki Unii Wolności. Partia ta również uważała się za depozytariusza rozumu i mądrości, wszystkich innych zaś oskarżała o głupotę, cynizm czy populizm. To poczucie wyższości doprowadziło UW do politycznego niebytu. Niemniej, jak widać, oskarżanie przeciwników o brak rozumu okazało się skuteczne. Wszak, strasząc radykalizmem PiS, Donald Tusk wygrał wybory w 2011 i 2014 roku. Ostatnio robiła to też Ewa Kopacz.