Królem bon motu w 2025 r., przynajmniej dla mnie, jest poseł Przemysław Witek. Niezbyt znany wcześniej parlamentarzysta Koalicji Obywatelskiej zasłynął zwrotem „Cóż szkodzi obiecać” wygłoszonym w programie Agnieszki Gozdyry. Moment na tę „deklarację” wybrał niezbyt trafnie, bo w czasie kampanii wyborczej – co natychmiast zostało podchwycone przez politycznych oponentów Rafała Trzaskowskiego. Bo, powiedzmy sobie szczerze, było to „polityczne złoto”. Marketingowcy skorzystali z niego nader skwapliwie – dziś ten zwrot swobodnie funkcjonuje w potocznym języku.
Czytaj więcej
Z wyborów na wybory gierki pod hasłem „Cóż szkodzi obiecać?” przynoszą coraz lepsze rezultaty. A...
Pociągi Piotra Glińskiego, kury Szymona Hołowni i riposty Joanny Senyszyn
Ale takich powiedzonek było więcej – chociażby to wygłoszone przez byłego wicepremiera w rządzie PiS, prof. Piotra Glińskiego, pokazujące strach przed jadącymi z prędkością 350 km/h pociągami: „Po co nam takie pociągi? Ludzie się będą bali wsiąść do takiego pociągu”. Swoje zasługi w tym zakresie ma także Marek Jakubiak, niezadowolony z zakazu sprzedaży alkoholu w Sejmie. „Przy kompocie będziemy teraz siedzieć?” – pytał zatroskany parlamentarzysta.
Złotych fraz nie brakowało także prezesowi PiS Jarosławowi Kaczyńskiemu. Przypomnijmy choćby „Nie mów do mnie po imieniu, łobuzie”, które to słowa skierował do posła Romana Giertycha. Obaj politycy okupowali wówczas sejmową mównicę. W formie był także Szymon Hołownia. Choć trzeba przyznać, że jego najbardziej zapamiętana wypowiedź, która padła w Radiu Zet, „Tylko ja mam jaja w tym kurniku” do szczególnie eleganckich nie należała. Podobnie jak porównanie byłego marszałka Sejmu do „skamlącej chihuahuy”, o które pokusił się lider Konfederacji Sławomir Mentzen.
Nie można nie wspomnieć o Tobiaszu Bocheńskim i jego awanturze o masło w polskich liniach lotniczych. Zwrot, który wówczas padł, nie przetrwał, ale dał początek „maślarzom”, czyli jednej z frakcji w PiS.