Prezydent spełnił życzenie Jarosława Kaczyńskiego. I ogłosił, że misję tworzenia rządu powierzy Mateuszowi Morawieckiemu. To zaś oznacza, że PiS dostał dodatkowy miesiąc, podczas którego będzie mógł korzystać z całego aparatu państwowego do realizacji swoich celów. Ale chodzi tu nie tylko o władzę i pieniądze, czy też „sprzątanie” po swoich rządach, ale też o przeprowadzenie skomplikowanej operacji propagandowej, która będzie potrzebna PiS po tym, jak już odda władzę. Gdyby Andrzej Duda desygnował na premiera Donalda Tuska, zakończyłby karierę Morawieckiego w rządzie i w ciągu kilkunastu dni dotychczasowy premier i jego ministrowie musieliby opuścić swoje gabinety. Jednak tak się nie stało. Duda dał PiS ostatnią, ale niezwykle ważną szansę.