Myślę, że jak nikt w redakcji „Rzeczpospolitej” mam prawo wypowiadania się na temat miasta nad Pregołą. Miasta wielu kultur i narodów. Miasta, które dało ludzkości choćby tak wielki dar, jak filozofia Kanta. Tak się złożyło, że na królewieckich cmentarzach spoczywa wielu moich najbliższych krewnych. Między innymi moja babcia.
Miałem szczęście być u niej jako dziecko, choć podróż do zamkniętego, sowieckiego miasta nie była łatwa. Nie rozumiałem wtedy jeszcze zawiłych polskich historii z Kresów; nie wiedziałem o losie Nadberezyńców, z których wywodziła się matka mojego ojca, i jakie były ich dzieje. Co więcej, w Związku Sowieckim o tamtych sprawach, masowych mordach, wywózkach, przesiedleniach nie mówiło się w ogóle, nawet po cichu. Moi najbliżsi zostali tam, pochowani w pruskiej ziemi stalinowskiego Kaliningradu. Dziś jest dla nas, okrucha rodziny, który trafił nad Wisłę, dramatem, że nie możemy pojechać nawet na groby.