W najnowszym wywiadzie, udzielonym portalowi Interia, prezes Jarosław Kaczyński uznaje konflikt za integralną część każdej polityki – również tej wewnętrznej. I przyznaje, że w PiS przebiega on po linii pokoleniowej, zresztą jak to często bywa w naszym kraju. A po trzecie, przestrzega wszystkich, którzy chcą być kandydatami na „delfinów”, czyli jego następcami u sterów partii.

Kaczyński mówi, że dla PiS nastał właśnie najtrudniejszy czas po objęciu władzy w 2015 roku. W kuluarach przyznają to też inni działacze partii, którzy zastanawiają się, jak nadchodzący sezon jesienno-zimowy może wpłynąć na sytuację społeczno-polityczną. I w jakiej formie partia będzie wchodzić w rok wyborczy. Ale na to wpływ ma też spór wewnętrzny, o którym wielokrotnie pisała też „Rzeczpospolita”. Spór, który dotyczy też strategii PiS na przyszły rok, a nie tylko kwestii czysto personalnych.

Czytaj więcej

Jarosław Kaczyński mówi "zdecydowane nie" podwyżkom dla polityków

Prezes PiS nieco nam ten spór naświetla, skoro przyznaje, że to również sprawa pokoleniowa. Uznał najwyraźniej, że nie ma co ukrywać: napięcia były, są i będą. Kaczyński definiuje swoją rolę w tym sporze jako arbitra, który nie uczestniczy w rozmowach „za sejmową kratą”, ale musi „zaprowadzić porządek”. W jakimś sensie to próba pokazania, że procesy, o których informują media, nie są czymś niezwykłym. Pytanie, jak mocno w czasie kryzysu ten spór będzie wpływał na PiS – a trudna zima dopiero nadchodzi.

Kaczyński ostrzega młodych w PiS, że powinni przyjąć pewne samoograniczenia. Jednocześnie mówi, że partia to nie jest „zakład emerytalny”, co politycy starszych pokoleń też muszą zrozumieć. I znów – pytanie, czy prezes PiS jest w stanie opanować te starcia międzypokoleniowe, które mają też bezpośrednie przełożenie na to, jak jego partia funkcjonuje.

Kampania 2023 roku i czekające nas po niej wybory przesądzą nie tylko o tym, kto będzie sprawował dalej władzę w Polsce, ale wpłyną także na kwestię sukcesji w PiS, bo częściowo określą jej warunki. Tym bardziej nie dziwi to, że Kaczyński przestrzega tych, którzy już dziś myślą o sukcesji. Ciekawe, na ile to przesłanie zrozumieją działacze jego partii.