Specjalistyczna edukacja w USA, Niemczech i Szwajcarii, potem wiele lat na stanowisku prezesa polskiego oddziału wielkiego banku. Można się było spodziewać, że z takim doświadczeniem jako premier będzie sobie świetnie radził zarówno ze stąpaniem po międzynarodowych salonach, jak i z reagowaniem na kryzysy w stosunkach z innymi krajami.
Okazało się jednak, że nawet tak światowy człowiek, stając na czele rządu PiS, traktuje politykę zagraniczną jak odprysk polityki wewnętrznej. I wpada w najgorsze z punktu widzenia dyplomatycznej skuteczności pułapki, jak lęk przed niezadowoleniem radykalnego elektoratu. Do tego ma dziwną skłonność do wytykania palcem sojuszników (krytykujecie nas? – to zobaczcie, co się dzieje na Węgrzech, Słowacji, Ukrainie, w Rumunii czy Hiszpanii...).