Na przykładzie przyjętej nagle w piątek, ze złamaniem sejmowych procedur, ustawy tzw. lex TVN widać jak na dłoni wszystkie najgorsze cechy polityki rządzących: kierowanie się nie racją stanu, lecz wyłącznie interesem partyjnym, lekceważenie strategicznych interesów państwa, hipokryzję, działanie znienacka i perfekcyjną karność sejmowej większości zamienionej w bezwolną maszynkę do głosowania.

Owszem, dla wszystkich jest jasne, że TVN to dla Prawa i Sprawiedliwości gwóźdź w bucie. Uwiera, a nawet więcej, powoduje niegojące się rany, bo nagłaśniając błędy i patologie w kręgach PiS, wpływa na negatywny wizerunek partii prezesa Kaczyńskiego. Jest odtrutką na propagandę TVP i trudno mieć wątpliwości, że likwidacja stacji z Wiertniczej musi niektórym śnić się po nocach jak najpiękniejsze senne marzenie.

Czytaj więcej

Los lex TVN jest w rękach Andrzeja Dudy. Prezydent nie będzie się spieszył

Tyle że to niejedyny kolec w bucie. Nie mniej uwierać muszą inne opozycyjne media, niezależni sędziowie i adwokaci, niepokorni ludzie kultury i biznesu, prywatne (czyli niekontrolowane przez partię) firmy, na koniec opozycja parlamentarna. Czyżby jednak ktokolwiek w kręgu rządzących na poważnie uważał, że wszystkich da się wyeliminować, rozbroić czy zhołdować? Cóż, nie będzie to łatwe. By powtórzyć za klasykiem: Polacy mają gen sprzeciwu. Albo jak kto chce: wolności. Dlatego partia prezesa uchwala kagańcowe ustawy znienacka, po nocy, z zaskoczenia, a jej liczni złotouści rzecznicy powtarzają w kółko wierutne bujdy, że to żaden atak na wolność słowa czy TVN, tylko porządkowanie prawa, które odbywa się w całej Europie. Czyżby naprawdę mieli nas za głupców?

Bardziej to spektakl oczywiście, konkurs krasomówczy na oczach prezesa: kto powie najfajniej, najśmieszniej, najbardziej przekonująco. Ale poza tym i dla nich, i dla nas sprawa jest oczywista. Także po drugiej stronie oceanu, co potwierdzają od kilku dni komentarze z Waszyngtonu. Tyle że o ile w Polsce antywolnościowa postawa rządzących jest powszechnie znana – spór z nimi to spór o wartości obywatelskie i sens demokracji – o tyle świat dopiero zaczyna wyciągać z tego wnioski.

Liderzy PiS nie są przyjaciółmi ani wolności, ani demokracji. Liberalna, czyli wolnościowa, demokracja ich mierzi, a wolność słowa denerwuje. Prawa i wolności obywatelskie tylko utrudniają reedukację społeczeństwa, a Polska obywatelska jest przeszkodą, bo to dla nich przedsionek anarchii. Dlatego zamach na najsilniejszego gracza na polskiej scenie medialnej, cokolwiek byśmy myśleli o nim jako o zabiegu taktycznym, ma mocną podbudowę w aksjologii rządzącej partii.

Eksperci, także na naszych łamach, zastanawiają się, skąd powrót do tego projektu właśnie dziś. Co ma zasłonić? Od czego odwrócić uwagę? Na dłuższą metę nie ma to znaczenia. Państwo PiS ma tyle problemów wewnętrznych i zewnętrznych, że odpowiedź na postawione wyżej pytanie może być dowolna. Bardziej przejmuje cynizm, z jakim rządzący wracają do tego projektu. Przecież świetnie wiedzą, że to wizerunkowy strzał w stopę, że kompromituje Polskę i naraża najważniejsze polskie sojusze, w tym z Amerykanami. A jednak ktoś takie działanie zaplanował i przeprowadził. Kosztem interesów kraju chce wzmocnić rządzącą formację i pokazać wyborcom polityczną siłę. Szkoda, że nie w sprawach ważniejszych, jak wygaszenie konfliktu z Unią czy wykonanie decyzji TSUE. Cóż, atak na TVN jest łatwiejszy. Na dodatek stanowi dowód siły, a nie słabości. Taka to logika.

Czytaj więcej

Nowy bój o TVN zmobilizował opozycję

A na koniec jeszcze trochę osobistej goryczy. Gdzie jesteście dziś dawni koledzy z PiS z czasów, kiedy razem marzyliśmy o silnym, demokratycznym, mądrym i ważnym w Europie państwie polskim? Za jakie pieniądze sprzedaliście tę wizję i dla kogo? Co wam dziś zostaje prócz złamanych kręgosłupów i kaca? Przecież wiem, co w duchu o sobie myślicie.

Autopromocja
Wyjątkowa okazja

Roczny dostęp do treści rp.pl za pół ceny

KUP TERAZ