Od pewnego czasu nie mogę się pozbyć wrażenia, że polska dyplomacja leży w gruzach. MSZ jakby osierocony. Kancelaria Prezydenta rzadko zabiera głos, a jeśli już, to nie zawsze w zgodzie z konwenansami. Najbardziej kompetentny minister Konrad Szymański ginie w cieniu partyjnych bojów z Unią Europejską, których twarzą stał się ostatnio premier Mateusz Morawiecki. Z perspektywy obserwatora życia publicznego głównym kreatorem polskiej polityki zagranicznej wydaje się Jacek Kurski, który równo rozdziela razy wrogom prawicy w swojej telewizji. A to opluje Niemców, a to broniących TVN Amerykanów, a to wyżyje się na atakującej polską suwerenność brukselskiej biurokracji. Gdyby nie garść skrupułów, promotorzy szefa TVP dawno przenieśliby jego biuro na Szucha albo odwrotnie – z Szucha na Woronicza, wszystko zresztą jedno, bo i pierwsze, i drugie to tylko nazwiska.