Reklama

Chrabota: A w tle milcząca i nieczuła Polska

Nie wiem, czy tak właśnie wyobrażał sobie przed laty Jarosław Kaczyński reformowanie polskiego sądownictwa. Kordony policji przed Sejmem, barierki broniące dostępu, a naprzeciw protesty, megafony i transparenty. Groteskowe wwożenie obywateli na teren parlamentu w bagażniku samochodowym, sankcje wobec posłów i brutalna agresja służb porządkowych.

Aktualizacja: 23.07.2018 12:21 Publikacja: 22.07.2018 19:37

Chrabota: A w tle milcząca i nieczuła Polska

Foto: Fotorzepa, Maciej Zienkiewicz

A w ostatnich dniach stało się to, co prędzej czy później stać się musiało. W tumulcie doszło do przepychanek, polała się krew, zostali poszkodowani ludzie. Pytam, czy tak to sobie wyobrażał Jarosław Kaczyński, bo obrazy, które widzimy, nie mają nic wspólnego z wcześniej deklarowaną wizją poprawy państwa. Estetyka, którą nas karmią rządzący, to obrazy rodem ze stanu wojennego, pełne konfrontacji, brutalnej siły i przemocy. O konsensusie, czy przynajmniej kompromisie, który winien służyć poprawianiu ustroju, nikt już nie pamięta.

Jarosław Kaczyński pewnie powie: „warcholstwo, opór łże-elit przeciw potrzebnym zmianom". Czyżby? Niektórzy mogli w to wierzyć tuż po wyborach, ale nie dziś, kiedy rządząca partia stosuje skrajnie niedemokratyczne metody w Sejmie (30 sekund od posła Piotrowicza na wypowiedź w dyskusji na forum komisji sejmowej), a jej twarzą są ludzie tak bardzo epatujący wulgarnością jak niesławna poseł Pawłowicz.

Zmiany legislacyjne też mówią same za siebie. Konieczność przeprowadzenia już piątej nowelizacji ustawy o Sądzie Najwyższym pokazuje, jak słabe i nieprzemyślane były poprzednie regulacje. Jak bardzo akcydensowy, uzależniony od chwilowych potrzeb partii rządzącej staje się proces uchwalania prawa. Cała ta operacja bardziej przypomina łatanie dziurawego prześcieradła niż reformowanie państwa.

Nie mam złudzeń, że kiedyś, może już niedługo, historia przejmowania Sądu Najwyższego trafi do podręczników jako przykład skrajnie nieudolnego, dokonywanego w złej wierze zawłaszczania instytucji państwa. Bo z pewnością w całej tej operacji nie chodzi o lepszą i sprawiedliwszą ojczyznę. O co więc chodzi? Odpowiedź pozornie jest prosta. Chodzi o przejęcie kontroli nad wymiarem sprawiedliwości, a nie o usprawnienie sądownictwa (w tej ostatniej sprawie był w Polsce konsensus). Ale jaki jest szczegółowy cel polityczny? Bo z pewnością nie jest nim taka pajęczyna sądowych zależności jak w Polsce Ludowej.

Jestem przekonany, że w zmianach chodzi przede wszystkim o szczyty wymiaru sprawiedliwości. W mniejszym stopniu o funkcję kontroli wyborczej SN. Myślę, że celem numer jeden jest przejęcie Trybunału Stanu, na którego czele stoi pierwszy prezes Sądu Najwyższego i który jest w stanie wyeliminować z życia publicznego każdego polityka, na przykład pozbawiając go biernego prawa wyborczego.

Reklama
Reklama

Czy w kontekście zbliżających się wyborów pośpiech PiS w sprawie usunięcia prof. Małgorzaty Gersdorf i zastąpienia jej własnym nominatem nie jest aby teraz bardziej zrozumiały? Myślę, że to jest prawdziwa stawka gry, która tak bardzo szkodzi polskiej demokracji i naszej reputacji w świecie. A więc czysta władza. Wyabstrahowana z wartości. Tylko ta zaspokoi egoistyczne poczucie sukcesu jednego człowieka. Szkoda tylko, że scenografia, w której to wszystko się dzieje, jest tak przeraźliwe pusta: obywatele w swojej masie gdzieś przepadli. Bo przecież w tle tej walki o sądy jest kompletnie nieczuła i milcząca Polska. To ona jest siłą PiS.

Komentarze
Michał Szułdrzyński: Dyplomatyczne zwarcie ambasadora USA i marszałka Sejmu. Komu szkodzi spór o Trumpa
Komentarze
Mirosław Żukowski: Trudna radość z olimpijskiej zimy
Komentarze
Bogusław Chrabota: Niefortunny komunikat ambasadora Rose'a
Komentarze
Rusłan Szoszyn: Koniec New START to zła wiadomość dla Rosji i szansa dla Donalda Trumpa
Komentarze
Michał Szułdrzyński: Rozmienianie RBN na drobne. Duży błąd Karola Nawrockiego
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama