Ta prosta obserwacja z elementarza polityki powinna być oczywista dla każdego, zwłaszcza człowieka tak doświadczonego jak Jarosław Gowin. Ten jednak dał się złapać na haczyk.
Jego słowa o polskim rządzie, który „nie będzie miał innego wyjścia” i zignoruje orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej od rana w poniedziałek wywołały burzę i niekończące się komentarze krytyków rządu. Po południu Gowin zaczął wycofywać się z tych słów rakiem, mętnie tłumacząc, że chodziło wyłącznie o potencjalną sytuację, w której TSUE usankcjonuje prawo sądów do zawieszania wszystkich ustaw, co byłoby ryzykowne dla obywateli Unii. Nie był jednak w tym przekonujący. Pozostaje więc jasne, że po prostu wyrwał się przed orkiestrę. Publicznie dał wyraz nastrojom, które panują w rządzącej koalicji. Powiedział głośno to, co w PiS mówi się po cichu i wciąż w formie hipotezy.