Dziś żadnemu z koalicjantów nie zależy na przyspieszonych wyborach, które z dużą dozą prawdopodobieństwa zakończyłyby rządy Zjednoczonej Prawicy. Rozmowy mają więc przedłużyć status quo, ustalić zakres zawieszenia broni, które pozwoli koalicji przetrwać do końca tej kadencji. Znamienne, że w komunikatach po zakończeniu spotkania padał przekaz o pracach nad porozumieniem programowym na lata 2021–2023. Może to świadczyć – w wersji pesymistycznej – o tym, że po sześciu latach wspólnych rządów koalicyjnych partnerów już nic nie łączy i trzeba znaleźć wspólne punkty programu. Ale może to też oznaczać trzeźwą refleksję, że liderzy Zjednoczonej Prawicy mają świadomość, iż świat po pandemii stawia przed Polską zupełnie inne zadania, niż to się wydawało, gdy odnawiano koalicję w 2019 roku. W tym sensie wszystkie dotychczasowe programy i plany nadają się do śmieci, a Zjednoczona Prawica musi się wymyślić na nowo. Jeśli tego nie zrobi, będzie odgrywać nieustannie swój rytualny taniec, a pewnego dnia procesy wewnętrznego gnicia będą tak zaawansowane, że dojdzie do spektakularnej implozji.