Reklama

Bielecki: Komisja drugiej kategorii

Ekipa Ursuli von der Leyen będzie się składała w większości z ludzi nierozpoznawalnych dla opinii publicznej. Tak nie buduje się „rządu Europy".
Bielecki: Komisja drugiej kategorii

Foto: EP/ Sebastien PIRLET

Parlament Europejski wpadł we własne sidła. Chcąc ograniczyć w Brukseli wpływy rządów, które uważa za eurosceptyczne, spowodował, że kształtująca się nowa Komisja Europejska będzie złożona przede wszystkim z polityków wagi lekkiej i zamiast nadawać kierunek działania Unii, stanie się sekretariatem przywódców najważniejszych państw: Niemiec, Francji, Hiszpanii czy Polski.

Na korytarzach unijnych instytucji mówi się, że do odstrzału szykowani są kandydaci z Węgier Orbána, Włoch Salviniego i Polski Kaczyńskiego, a także – dla równowagi – oskarżanej o korupcję Rumunii. Aby uniknąć porażki w trakcie przesłuchań w komisjach europarlamentu, kraje te szykują więc kandydatów „technicznych", trudnych do zaatakowania na gruncie ideologicznym. To klucz do zrozumienia, dlaczego Polska zaproponowała Janusza Wojciechowskiego w zastępstwie Krzysztofa Szczerskiego. Ale taki układ będzie oznaczał, że Ursula von der Leyen nie znajdzie w swojej ekipie partnerów z dostępem do przywódców w Budapeszcie, Warszawie czy Rzymie. Takich, którzy będą w stanie jej powiedzieć, gdzie sięga granica akceptowalnego dla ich państw kompromisu w najbardziej wrażliwych sprawach, jak spór o praworządność, polityka migracyjna czy stosunki handlowe ze Stanami Zjednoczonymi.

Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)

Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:

  • codzienne wiadomości, wartościowe komentarze i opinie na serwisie
  • pogłębione reportaże i publicystyka w Plusie Minusie
Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama