Czy teraz, gdy rosyjskie samoloty bombardują Syrię, Kreml zakończy wreszcie donbaską awanturę? Choć bardziej właściwe byłoby pytanie, czy stać go na jednoczesne prowadzenie dwóch wojen w dwóch odległych od siebie miejscach.
Wszystkie logiczne przesłanki wskazują na to, że Europa może odetchnąć, gdyż go nie stać. Straty spowodowane sankcjami, ale przede wszystkim spadającymi cenami ropy, zmuszają Rosję do wprowadzania zmian nawet w priorytetowym dla Władimira Putina programie przezbrajania armii. Zachód – na który zwykliśmy ciskać gromy za chwiejność i niezdecydowanie w obliczu kremlowskiego ekspansjonizmu – tym razem zdaje się nie mieć żadnej chęci na połowiczne rozwiązania. A to odbiera Moskwie nadzieję na szybkie otrzymanie zapłaty za swoje wysiłki w Syrii – zapłaty w postaci zniesienia sankcji. Czyli że jesteśmy na dobrej drodze do ostatecznego zakończenia wojny na wschodniej Ukrainie.