Luksusowa marka Burberry ogłosiła w czwartek, że ze skutkiem natychmiastowym kończy z paleniem swoich niesprzedanych produktów. Dotychczas marka znana była nie tylko z luksusu, ale także właśnie z tej bulwersującej praktyki chronienia się przed zdewaluowaniem wartości swoich wyrobów. Spaleniu ulegały wszystkie produkty, których nie udało się sprzedać w trakcie przecen, poprzez outlety itp. oraz starsze niż 5 lat. W zeszłym roku fiskalnym Burberry zniszczyło w ogniu wyroby warte niemal 40 mln dolarów.

Nowym sposobem na ochronę marki przed utratą na wartości ma być przede wszystkim recykling oraz naprawę, przeróbki czy donacje. Niektóre wyroby będą też przetwarzane na zupełnie nowe. Pomóc ma też tworzenie krótszych serii produktów, które ograniczą nadmiar niesprzedanych wyrobów.

- Współczesny luksus oznacza społeczną i ekologiczną odpowiedzialność – stwierdził cytowany przez Reuters Marco Gobbetti, prezes Burberry.

Czytaj także: Kolekcja Burberry do zniszczenia

Oprócz tego Burberry postanowiło także zrezygnować w procesie produkcji z futer zwierząt takich, jak norki czy szopy. Co jest zdecydowanym ukłonem w stronę ekologów oraz aktywistów walczących z wykorzystywaniem i torturowaniem zwierząt. Zaprzestanie niszczenia ubrań to także sposób na ochronę firmy przed bojkotem ze strony coraz bardziej świadomych konsumentów.

W ostatnim czasie wielu producentów dóbr luksusowych było krytykowanych za podobne rozwiązywanie problemów z niesprzedanymi produktami. Palenie niesprzedanych ubrań zdarzało się też markom masowym – H&M przyznało się do palenia swoich wyrobów w przeszłości, jednak twierdzi że dotyczyło to ubrań uszkodzonych lub o zbyt dużej zawartości chemikaliów. Szwedzki koncern twierdzi, że „pod żadnym pozorem nie niszczy ubrań, które można bezpiecznie nosić".