LPP podnosi rękawicę i odpiera zarzuty Hindenburg

Zawirowań wokół trójmiejskiej grupy odzieżowej LPP ciąg dalszy. W poniedziałek kurs odrabiał straty po telekonferencji z zarządem, który tłumaczył się z tez Hindenburg Research.

Publikacja: 19.03.2024 03:00

LPP podnosi rękawicę i odpiera zarzuty Hindenburg

Foto: materiały prasowe

W piątek kapitalizacja LPP wskutek tąpnięcia kursu zmalała o blisko 12 mld zł. W poniedziałek z kolei, przy nawet 35-proc. zwyżce notowań, wartość spółki rosła o 7,3 mld zł. Te niecodzienne zmiany nastawienia inwestorów do odzieżowej grupy wynikały najpierw z publikacji obciążającego ją raportu, a następnie dementi kierownictwa.

LPP: Nie ma powrotu do Rosji

– Od 30 lat buduję tę firmę, dostarczając inwestorom solidnych stóp zwrotu, a państwu polskiemu przynosząc korzyści w postaci podatków i tysięcy miejsc pracy. W tym roku samego CIT-u zapłacimy ponad 400 mln zł, a różnych innych podatków ponad 2 mld zł – od takich słów rozpoczął poniedziałkową telekonferencję Marek Piechocki, prezes LPP. Odniósł się w ten sposób do piątkowego raportu Hindenburg Research, analityczno-inwestycyjnej firmy, która w piątek zarzuciła LPP m.in. pozorne wyjście z Rosji i zajęła krótką pozycję na akcjach. Papiery trójmiejskiej grupy straciły w jeden dzień niemal 36 proc. Sama spółka opublikowała trzy komunikaty, w tym m.in. o złożeniu do prokuratury zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa na szkodę LPP, jej akcjonariuszy i inwestorów, zagrażającemu bezpieczeństwu rynku finansowego.

Czytaj więcej

Hindenburg niewiele zarabia na przecenach LPP

– Teraz ktoś nas oczernia, na czym cierpi nie tylko wizerunek LPP, ale przede wszystkim kapitał naszych inwestorów. Wspólnie przechodziliśmy przez sztormy, takie jak kryzys finansowy, koronawirus, wojna w Ukrainie, i ci, którzy są z nami, widzą, że z każdego kryzysu wychodziliśmy wręcz silniejsi – mówił Piechocki.

Prezes LPP zapewniał też, że tezy postawione w raporcie Hindenburg Research są nieprawdziwe. – LPP, wbrew temu, co mówi raport Hindenburg Research, nie prowadzi działalności operacyjnej w Rosji, nie sprzedaje, nie zarządza, nie jest właścicielem bezpośrednim ani pośrednim żadnej ze spółek wymienionych w raporcie. Również fundacja, którą założyłem, ani żaden z jej beneficjentów, pośrednio i bezpośrednio, nie ma żadnych powiązań z transakcją sprzedaży spółki rosyjskiej – przekonywał Piechocki.

W pierwszych kilkudziesięciu minutach poniedziałkowej sesji akcje LPP zyskiwały około 9 proc., ale w trakcie telekonferencji i później inwestorzy coraz tłumniej wracali na rynek. Zarząd zapowiedział m.in. chęć podzielenia się zyskami w formie skupu akcji. Po południu walory właściciela takich marek, jak Reserved czy Sinsay, zyskiwały 35 proc., przekraczając pułap 15 tys. zł. Do odrobienia strat droga była jeszcze daleka, bo w czwartek na zamknięciu za akcję LPP płacono 17 830 zł. – Wierzę, że każdy, kto stracił na tej manipulacji, szybko straty odrobi, bo firma ma bardzo silne fundamenty i perspektywy rozwoju – zapowiedział Piechocki. Hindenburg Research zarzuciła LPP m.in. sprzedaż towarów na rynek rosyjski przez Kazachstan, co mogło być źródłem dynamicznego rozwoju grupy w ostatnich latach. W poniedziałek po południu i po telekonferencji zarządu LPP firma Hindenburg Research za pośrednictwem portalu X podtrzymała swoje tezy. Według niej sprzedaż na rynek rosyjski odbywa się przez agentów handlowych. Podkopało to morale inwestorów, a kurs na kilkadziesiąt minut przed końcem sesji rósł już „tylko” o 20 proc., do 13 500 zł.

– Biznes rosyjski został sprzedany w 2020 r. do niepowiązanego inwestora. Transakcja sprzedaży spółki ma wymiar rzeczywisty i definitywny. LPP nie wróci do Rosji – deklarował Piechocki. – Mamy spółkę w Kazachstanie i wysyłamy do niej towary, ale wartość obrotu to około 15 mln dolarów rocznie – przypomniał Przemysław Lutkiewicz, wiceprezes LPP. Rozbieżności w raporcie finansowym w wersji polskiej i angielskiej, na które zwróciła uwagę wywiadownia, tłumaczył pomyłką.

Czytaj więcej

Prezes LPP uspokaja inwestorów. Akcje odbijają po załamaniu

Wyższe tempo rozwoju LPP

W poniedziałek LPP zaprezentowała wstępne wyniki za IV kwartał. – To był bardzo dobry kwartał i bardzo dobry rok. Wracamy do dobrych dynamik sprzedaży, a wzrost kosztów jest mniejszy niż wzrost marży i sprzedaży – zauważył Lutkiewicz. Zarząd spółki jest za podziałem zysku w wysokości 570 zł na akcję, prawdopodobnie w formie buybacku. LPP zamierza w tym roku otworzyć około 700 sklepów ogółem. – Największy potencjał widzimy w marce Sinsay – przyznał Piechocki. Jak wspomniał, 95 proc. sklepów pod tą marką otwieranych jest w małych miejscowościach. – To nam daje duży potencjał rozwoju. Sinsay ma tę przewagę, że ma szeroką ofertę i atrakcyjną cenę. Równoległa sprzedaż w kanale internetowym daje klientom poczucie bezpieczeństwa – stwierdził Piechocki. Jak dodał, I kwartał tego roku w grupie powinien być dobry, a sprzedaż będzie większa niż w zeszłym roku. – Mamy przed sobą wspaniałe perspektywy rozwoju i wierzę, że LPP w ciągu trzech lat będzie dwa razy większą firmą niż dzisiaj – ocenił prezes. Co do działalności na rynku białoruskim zapowiedział, że nie ma planów jej rozwoju.

– Spółka jest bardziej niż dotąd optymistyczna, jeśli chodzi o potencjał rozwoju Sinsay. W 2024 r. planuje otworzyć 620 sklepów tej marki, a w kolejnym ponad 850, więc tempo przyspiesza. Ponadto chce rozwijać e-commerce w marce Sinsay – komentuje Sylwia Jaśkiewicz, analityczka DM BOŚ. – Wydaje się, że spółka zaadresowała pytania, które pojawiały się po publikacji raportu Hindenburg Research, z dość mocnymi deklaracjami braku powrotu na rynek rosyjski – dodaje analityczka.

Handel
Lepsze dwa lata dla handlu na świecie
Materiał Promocyjny
Tajniki oszczędnościowych obligacji skarbowych. Możliwości na różne potrzeby
Handel
Walka na ceny z dyskontami wychodzi poza żywność. Teraz odzież i wyposażenie domu
Handel
Grzegorz Pytko, Biedronka: To nie my rozpoczęliśmy ostrą walkę na obniżki cen
Handel
Koniec hamowania wzrostu cen w sklepach. Co najmocniej drożeje?
Materiał Promocyjny
Naukowa Fundacja Polpharmy ogłasza start XXIII edycji Konkursu o Grant Fundacji
Handel
Nowa sieć dołączyła do wojny cenowej. Daje zniżki na karty Lidla i Biedronki