Podział 4,35 mld zł dotacji w ramach konkursowej części Rządowego Funduszu Inwestycji Lokalnych wzbudza ogromne emocje. Bo zdecydowana większość dużych miast, zwykle rządzonych przez opozycję, nie dostała ani złotówki, co rodzi podejrzenia, że chodzi nie o wsparcie samorządów, tylko jakieś polityczne rozgrywki. „Rzeczpospolita" sprawdziła zatem, kto otrzyma pomoc i czy rzeczywiście kluczem podziału były sympatie i antypatie polityczne.

Najwięksi wygrani

Z naszej analizy wynika, że największym beneficjentem tego rozdania RFIL jest Podkarpacie. I to w podwójnym zakresie. Po pierwsze, to podkarpacki urząd marszałkowski dostanie największą dotację wśród wszystkich jednostek samorządowych. To łącznie 120 mln zł na cztery projekty, w tym 100 mln zł na naprawę szkód po ostatniej powodzi. W sumie zaś do wszystkich podkarpackich samorządów popłynie nieco ponad 450 mln zł, co w przeliczeniu na jednego mieszkańca oznacza 213 zł wsparcia. I ten wskaźnik też jest najwyższy w Polsce.

Marszałkiem Podkarpacia jest Władysław Ortyl, były senator PiS, co wskazywałoby, że RFIL rzeczywiście posłużył rządowi jako wehikuł pomocy dla „swoich". Jednocześnie jednak na liście „wybrańców" znajdują się i takie samorządy, które wprost lub pośrednio są związane z opozycję albo bezpartyjne. To na przykład Radom, Bydgoszcz, Koszalin, Chełm, Częstochowa, Katowice i kilka innych miast aglomeracji Śląskiej.

Wyjątek od reguły

– Rzeczywiście jesteśmy trochę zaskoczeni, większość w Radzie Miasta nie należy do PiS – komentuje Krzysztof Mejer, wiceprezydent Rudy Śląskiej, która dostanie 12,5 mln zł na inwestycje drogowe. – Oczywiście cieszy nas każda pomoc, ale trzeba podkreślić, że wnioskowaliśmy o ponad 280 mln zł na 36 projektów. Kryteria podziału RFIL są niejasne, a sam sposób wspierania inwestycji poprzez decyzje urzędnika w Warszawie jest zabijaniem samorządności – podkreśla Mejer.

W podobny sposób wypowiada się Rafał Bruski, prezydent Bydgoszczy z ramienia KO. Miasto otrzymało 25 mln zł (na termomodernizację), ale wnioskowało o 485 mln zł. Zdaniem Bruskiego fakt, że jakiś bydgoski projekt wygrał w konkursie, jest jednak jedynie „wyjątkiem potwierdzającym regułę" upolitycznienia wyboru.

Samorządowcy zgodnie proszą premiera o pisemne przedstawienie algorytmu podziału. Na razie Kancelaria Premiera oficjalnie nie przedstawia wyjaśnień, a politycy PiS przekonują, że głównym kluczem podziału była zamożność danej jednostki samorządowej.

Bieda czy polityka

– Ale to też nie do końca prawda. Na Pomorzu pomoc ominęła też takie gminy jak Sulęczyno, Dziemiany, Karsin, Ryjewo, Stary Targ, Pelplin. Czyli właśnie te biedne – replikuje samorządowiec z Pomorza.

Autopromocja
Subskrybuj nielimitowany dostęp do wiedzy

Unikalna oferta

Tylko 5,90 zł/miesiąc


WYBIERAM

– Podział środków jest mocno zaskakujący – komentuje też Adam Struzik, marszałek Mazowsza, polityk PSL. – Z przeprowadzonych analiz wynika, że z całej puli, jaką ma otrzymać Mazowsze, czyli 493,3 mln zł, ponad 70 proc. zostało przekazane samorządom sympatyzującym z partią rządzącą. W przypadku starostw powiatowych to nawet 90 proc. – ocenia.

– Jeśli zaś chodzi o transfer dotacji do poszczególnych województw, to jest to kolejny dowód na skrajne upolitycznienie tych dotacji – podkreśla Struzik. Jak pokazuje analiza „Rz", najmniejsze wsparcie per capita dostaną mieszkańcy województw: mazowieckiego (91 zł per capita), opolskiego (89 zł), lubuskiego (83 zł) oraz wielkopolskiego (76 zł). Największe zaś (poza Podkarpaciem, o którym pisaliśmy wcześniej): podlaskiego (152 zł na głowę), lubelskiego (149 zł) i świętokrzyskiego (136 zł).