Choć globalnie na wymianie towarowej w 2026 r. Polska znów będzie pod kreską, to w przypadku handlu z Ukrainą zapewne odnotujemy rekordową nadwyżkę. Po ośmiu miesiącach tego roku jesteśmy na plusie o 28,5 mld zł. To o 6 mld zł, czyli 27 proc., lepszy wynik niż po sierpniu zeszłego roku. Roku, który zakończyliśmy najwyższym w historii handlu polsko-ukraińskiego plusem: 37,2 mld zł. Można więc szacować, że na koniec 2026 r. nadwyżka sięgnie prawie 50 mld zł.

Tak dobry układ relacji handlowych ze wschodnim sąsiadem to efekt jednoczesnego wzrostu naszych możliwości eksportowych i spadku naszego zapotrzebowania importowego. Sprzedaż towarów na Ukrainę w 2025 r. była o 0,6 proc. wyższa niż w 2024 r., o 10,3 proc. niż w 2023 r. i aż o 24,9 proc. wyższa niż w 2022 r. Rok 2026 z pewnością pokaże jeszcze lepszy wynik – od stycznia do sierpnia sprzedaż na Ukrainę wzrosła o 15,4 proc. (wobec 7,0 proc. wzrostu dla eksportu ogółem).

Czytaj więcej

Rosja zablokowała przesył kazachskiego węgla do Polski

Jednocześnie wartość zakupów na Ukrainie w 2025 r. okazała się niższa odpowiednio o 3,9 proc. niż w 2024 r., o 2,8 proc. niż w 2023 r. i aż o 29,7 proc. niż w 2022 r. Patrząc z perspektywy Polski to najlepszy możliwy układ relacji handlowych – wartość sprzedawanych dóbr co roku rośnie, a kupowanych co roku maleje.

Ukraińcy w Polsce pobudzają relacje gospodarcze

Konsumenci i firmy na Ukrainie są dziś siódmymi na świecie odbiorcami naszej produkcji. Więcej towarów sprzedajemy tylko do Niemiec, Czech, Francji, Wielkiej Brytanii, Holandii i Włoch. Nad Dniepr trafia 3,7 proc. towarów, jakie produkujemy z myślą o eksporcie. Jak zauważa Jacek Piechota, prezes Polsko-Ukraińskiej Izby Gospodarczej, istotnym czynnikiem rozwoju polsko-ukraińskich relacji gospodarczych jest obecność licznej społeczności ukraińskiej w Polsce.

Foto: Rzeczpospolita

– Ukraińcy uczestniczą w życiu gospodarczym Polski: zakładają przedsiębiorstwa, budują kontakty biznesowe. Około 13 proc. uchodźców w wieku produkcyjnym deklaruje samozatrudnienie, a co piąty z nich zatrudnia pracowników. Od 2022 r. obywatele Ukrainy złożyli niemal 135 tys. wniosków o rejestrację jednoosobowej działalności gospodarczej – przytacza dane Piechota.

Na pobudzeniu handlu i wzmożonych przepływach pieniężnych po obu stronach granicy zyskują też polskie instytucje finansowe, które coraz prężniej działają na Ukrainie. Tak jak KredoBank, mający główną siedzibę we Lwowie, a należący w całości do polskiej grupy kapitałowej PKO BP. Pod koniec 2025 r. ukraińska spółka polskiego giganta bankowego miała już 63 oddziały, obsługiwała 500 tys. klientów indywidualnych i 55 tys. przedsiębiorców, co dawało mu miejsce w czołowej piętnastce największych banków na Ukrainie. – W 2025 r. bank zwiększył wolumen nowego kredytowania o 55 proc. i powiększył środki klientów prawie o 12 mld hrywien, zachowując przy tym wysoki poziom kapitalizacji i płynności – chwalił się prezes KredoBanku, Jakub Karnowski.

Artykuły rolne kością niezgody

Najwięcej na Ukrainie zarabiamy na sprzedaży produktów mineralnych (17,2 proc. naszego eksportu nad Dniepr w 2025 r.), pojazdów i statków powietrznych (15,4 proc.) oraz maszyn, urządzeń mechanicznych i elektroniki (15,1 proc.).

Oddzielny rozdział pisze jednak branża spożywcza, która jest szczególnie wrażliwa na uwarunkowania polityczne, a nie jedynie rynkowe. Obie stolice, by chronić produkcję krajową, nie stronią od straszenia administracyjnymi barierami na produkty rolne sąsiada. Kwestia sprowadzania do Polski taniej ukraińskiej żywności pozostaje od lat kością niezgody nie tylko na linii Warszawa–Kijów, ale również Warszawa–Bruksela. UE naciska na Polskę, by ta zdjęła jednostronne embargo na wybrane produkty z ukraińskiego pola. Warszawa twardo jednak odpowiada, że o szerokim otwarciu drzwi na towary rolne ze wschodu nie ma mowy.

Czytaj więcej

Liczba Ukraińców w Polsce maleje. Największy spadek w całej UE

Polscy rolnicy mogą więc z zadowoleniem patrzeć na to, jak układa się handel z Ukrainą – tylko w 2025 r. znaleźli na Ukrainie kupców na gotowe produkty spożywcze, produkty pochodzenia roślinnego oraz pochodzenia zwierzęcego za 4,9 mld zł. To prawie 10 proc. całości eksportu na Ukrainę.

Sergiusz Horlach, ukraiński przedsiębiorca z branży spożywczej i współzałożyciel grupy „Pan Kurchak”, mówi nam, że o dużym popycie na polskie towary rolne we Lwowie, Winnicy czy Sumach decyduje wysoka jakość produktów, bliskość geograficzna oraz skala działalności naszej branży przetwórstwa spożywczego.

– Polska ma bardzo dobrze rozwinięty sektor rolno-spożywczy, nowoczesne zakłady przetwórcze i szeroki asortyment produktów dostosowanych do różnych segmentów rynku. Bliskość obu krajów pozwala ograniczać koszty transportu, skracać czas dostaw i zapewniać stabilność zaopatrzenia – wymienia Horlach..

Czytaj więcej

Ukraina uderzyła w „rosyjski Google”. Dlaczego Yandex jest tak ważny dla Kremla?

– Istotne znaczenie mają również europejskie standardy bezpieczeństwa żywności oraz wieloletnie relacje handlowe między polskimi i ukraińskimi przedsiębiorstwami – dodaje ekspert z Ukrainy.

Nowe rekordy zaraz i tak będą pobite

Wartość naszej sprzedaży na Ukrainę rośnie, mimo że od 2022 r. tamtejszą przedsiębiorczość i naturalne procesy gospodarcze demoluje wojna. Jeszcze dwie dekady temu (styczeń-sierpień 2006 r.) Ukraina kupiła od nas towary za 7,5 mld zł, a dekadę temu (styczeń-sierpień 2016 r.) za 8,9 mld zł. Zaraportowany w środę wynik po sierpniu 2026 r. na poziomie 41,0 mld zł jest więc lepszy odpowiednio o 446 proc. i o 361 proc. Kierunek ukraiński rośnie więc znacznie szybciej niż średnia dla całego świata – w ciągu 20 lat nasz eksport ogółem urósł o „zaledwie” 398 proc., a w ciągu 10 lat o 109 proc.

Do efektu kuli śnieżnej, jeśli chodzi o nasz eksport do drugiego z największych powierzchniowo krajów Europy, może dojść, gdy tylko ustaną tam działania wojenne. Rozwój ukraińskiej gospodarki oraz rynku konsumenckiego zwiększy zapotrzebowanie na towary, technologie, maszyny, urządzenia i komponenty niezbędne zarówno dla gospodarstw domowych i przedsiębiorstw.

– Istotne znaczenie ma zbliżenie Ukrainy do UE, w tym podpisanie umowy stowarzyszeniowej i utworzenie pogłębionej strefy wolnego handlu. Sprzyja to rozwojowi wymiany handlowej i stopniowemu dostosowywaniu ukraińskiej gospodarki do standardów europejskich – zauważa Horlach.

Czytaj więcej

Polskie meble przegrywają z Azją. Kolejny producent upada

Eksperci przewidują, że dodatkowym bodźcem będzie start programów związanych z odbudową i modernizacją ukraińskiej infrastruktury, przede wszystkim energetycznej, transportowej, logistycznej, a także tamtejszego sektora budowlanego.

– Duże możliwości współpracy istnieją również w sektorze rolno-spożywczym oraz w obszarze nowych technologii, gdzie obok eksportu istotne znaczenie ma rozwijanie bezpośrednich partnerstw pomiędzy polskimi i ukraińskimi przedsiębiorstwami – ocenia Piechota.

Poprawić przepustowość punktów granicznych

Handel między Polską a Ukrainą rozkwita mimo szeregu barier administracyjnych. Ukraina, w przeciwieństwie do rynków UE i Europejskiego Obszaru Gospodarczego, pozostaje poza unią celną, więc transport towarów wymaga dodatkowych procedur. Problemem jest też fizyczna jakość połączeń między oboma krajami w postaci infrastruktury kolejowej i drogowej, a także niewystarczająca przepustowość punktów granicznych, które stanowią jednocześnie zewnętrzną granicę unii celnej.

Foto: PAP

– Usprawnienie odpraw oraz lepsza koordynacja pracy służb celnych obu państw są bardzo ważnymi kwestiami, które wymagają współpracy służb, administracji, samorządów i przedsiębiorców. Ponadto konieczne jest usprawnienie koordynacji działań polskich służb odpowiedzialnych za kontrolę produktów i towarów przekraczających granicę – wskazuje szef Polsko-Ukraińskiej Izby Gospodarczej.

W środę Główny Urząd Statystyczny zaraportował, że po sierpniu Polska odnotowała 27,9 mld zł deficytu w handlu towarami. 2025 r. zamknęliśmy z deficytem w wysokości 26,3 mld zł.