"Polska, Czechy czy Litwa przeprowadziły transformację po 1990 r. bez pomocy bogatego brata" – pisze „Berliner Zeitung”. 

Wysoka cena pomocy z Zachodu i efekty odczuwalne do dziś

Dziennik „Berliner Zeitung” zwraca uwagę na różnice w przemianach, jakie zaszły w tamtym czasie u nas i w dawnej NRD. 

„Ponad 36 lat temu wschodnie Niemcy miały coś, czego Polacy, Czesi i Litwini nie mieli: bogatego brata, który przyniósł nowy system prawny, nową administrację, kadrę i pieniądze” – pisze autor artykułu Nicolas Butylin, cytowany przez Deutsche Welle. 

Zdaniem autora, mieszkańcy wschodnich Niemiec zyskali „bogatego brata”, ale stracili w pewnej mierze stery nad własnym losem. Dominacja zachodnioniemieckich elit doprowadziła bowiem do poczucia, że ktoś inny o nich decyduje.

Symbolicznym tego przykładem była działalność urzędu powierniczego Treuhandanstalt, który w latach 90. sprywatyzował majątek państwowy dawnej NRD – w efekcie likwidując miliony miejsc pracy, przy czym aż 80 proc. firm trafiło w ręce inwestorów z zachodnich Niemiec, a zaledwie 6 proc. pozostało w rękach mieszkańców wschodnich Niemiec.

Autor pochyla się również nad przyczynami obecnych nastrojów politycznych w Niemczech, których odzwierciedleniem są wyniki ostatnich wyborów i rosnąca w siłę AfD.  „Powody są różne. Wiele osób na wschodzie czuje się porzuconych przez politykę prowadzoną z perspektywy stolicy państwa. Za tym poczuciem ze statusu quo kryją się też wcześniejsze doświadczenia, które oddziałują do dzisiaj: poczucie, że od 1990 roku o losach wschodu decydowano przede wszystkim z zewnątrz” – podkreśla dziennikarz.

Czytaj więcej

„Czarny dzień w Magdeburgu jest ostrzeżeniem”. Media o nowym szefie parlamentu Saksonii-Anhalt

Polska droga. Gruba kreska i sukces na własnych zasadach

Zupełnie inaczej wyglądała transformacja w Polsce, Czechach i na Litwie. Kraje te musiały radzić sobie bez zewnętrznego patrona, co – jak zauważa „Berliner Zeitung” – w efekcie stało się ich siłą. Autor przypomina „odważny krok” pierwszego niekomunistycznego premiera Tadeusza Mazowieckiego, którym była polityka „grubej kreski”. 

„Chodziło o to, że jego rząd nie zamierzał mścić się, tylko patrzeć w przyszłość. Później Mazowiecki wyjaśniał, że trzeba było zaoferować demokrację wszystkim – nawet ponad dwóm milionom byłych członków partii komunistycznej” – pisze Nicolas Butylin.

Jak podkreśla gazeta, Polska jest obecnie jedną z sześciu największych gospodarek Unii Europejskiej.

„Dla wielu Polska to ogólnoeuropejska historia sukcesu. Na przykład około 1990 roku cukier był jeszcze na kartki, a Polak zarabiał dziesiątą część tego, co Niemiec z Zachodu. Dzisiaj polska gospodarka zajmuje dwudzieste miejsce na świecie, wyprzedzając nawet Szwajcarię. Od przystąpienia do UE w 2004 roku kraj ten rozwija się dwa razy szybciej niż reszta Unii. Bezrobocie jest niższe niż w Niemczech” – czytamy w artykule.

Czytaj więcej

„Trzeba zapłacić”. Apel niemieckiego dziennika ws. odszkodowań za II WŚ

Podobna droga Polaków, Czechów i Litwinów

Jak pisze autor, podobną drogę przeszły Czechy, które mogą się pochwalić najniższym bezrobociem w Europie oraz Litwa, która główny nacisk w gospodarce przeniosła z rolnictwa w stronę nowoczesnych sektorów IT i finansów.

– Polacy, Czesi i Litwini też nie byli całkiem sami, dostali sporo pieniędzy z Brukseli. Różnica polega na tym, że w Warszawie, Pradze i Wilnie sukces należy do ludzi, którzy na niego zapracowali. Sami popełnili swoje błędy i dlatego mogą sami świętować swoje sukcesy – ocenia „Berliner Zeitung”.

Gazeta dodaje, że „mieszkańcy wschodnich Niemiec po 1990 r. również ciężko pracowali, przekwalifikowali się i zaczęli od nowa. Ale reżyserię przejęli inni. Kto nie mógł sam kierować przemianami, ten nie świętuje sukcesu jako swojego własnego. To mówi więcej o rocznicy 3 października, niż jakiekolwiek statystyki” – podsumowuje Nicolas Butylin.