Sporo musiało się stać, żeby w ostateczności nie stało się prawie nic – tak można by półżartem podsumować prognozy dla polskiej gospodarki w konkursie prognoz kwartalnych „Parkietu”. Mediana prognoz wzrostu PKB w lipcowej rundzie okazała się bardzo zbieżna z przewidywaniami z kwietnia, co sugeruje odporność i silne fundamenty koniunktury w Polsce.
Uczestnicy konkursu – łącznie ponad 30 instytucji (m.in. banków, towarzystw inwestycyjnych czy organizacji gospodarczych) i indywidualnych analityków – spodziewają się, że polska gospodarka w trzecim i czwartym kwartale będzie rosła o około 3,5 proc. r/r, a w pierwszym kwartale 2027 r. zwolni do 3,3 proc. To przewidywania maksymalnie o 0,1 pkt. proc. słabsze niż w kwietniu. W drugim kwartale 2027 r. (o te prognozy pytaliśmy pierwszy raz) PKB Polski ma realnie rosnąć o 3,1 proc. Słowem, czeka nas jeszcze przynajmniej kilka miesięcy ze wzrostem „na trójkę z plusem”.
Konsumpcja wspiera wzrost polskiej gospodarki mimo geopolitycznych napięć
– Bieżące dane z polskiej gospodarki wskazują, że radzi sobie ona całkiem dobrze w obliczu niespodziewanych zaburzeń na światowych rynkach, wyższych cen surowców energetycznych i wzrostu ogólnej niepewności – komentuje Adrian Domitrz, ekonomista Erste Bank Polska.
Odporności polskiego wzrostu gospodarczego w 2026 r. sprzyja fakt, że jesteśmy w okresie silnego impulsu inwestycyjnego, w zasadzie niezależnego od globalnej koniunktury czy sytuacji na Bliskim Wschodzie. Chodzi oczywiście o kumulację środków z KPO, a także cykl wydawania standardowych funduszy unijnych oraz o wydatki obronne finansowane ze środków publicznych i programu SAFE. Część ośrodków analitycznych spodziewa się, że pod koniec roku dynamika inwestycji będzie dwucyfrowa, ale mediana prognoz jest lekko niższa (9,5 proc. r/r w czwartym kwartale).
Czytaj więcej
Ceny żywności w Polsce były w czerwcu o 0,6 proc. niższe niż przed rokiem – wynika ze środowych danych Głównego Urzędu Statystycznego o inflacji. T...
Ekonomiści niewiele w dół – o 0,1-0,3 pkt. proc. – zrewidowali względem kwietnia prognozy konsumpcji prywatnej. Uderzenie szoku naftowego w portfele Polaków nie było na razie szczególnie silne: inflacja wzrosła do maksymalnie 3,1 proc. r/r w kwietniu, jej impet (oraz najpewniej oczekiwania inflacyjne) pomógł okiełznać program CPN, a dodatkowo dezinflacyjnie oddziałują ceny żywności. Przy medianie prognoz inflacji rzędu 2,9-3,2 proc. średniokwartalnie przez najbliższy rok, realnie średnie płace rosnąć powinny w tempie około 2-3 proc. r/r. Z jednej strony to wyraźnie słabiej niż w latach 2024-2025, ale jednocześnie na tyle, aby pozwolić gospodarstwom domowym zwiększać konsumpcję w tempie około 3 proc.
Jak komentuje Domitrz, nominalna dynamika wynagrodzeń w okolicach obecnych 6 proc., nawet z perspektywami na jeszcze lekkie hamowanie, to wciąż wystarczająco dużo, aby gospodarstwa domowe odczuwały realną poprawę swojej siły nabywczej. – Najnowsze dane GUS pokazały też, że polskie rodziny utrzymują stosunkowo wysoki poziom oszczędności rzędu 9 proc. dochodów, co stanowi wartość o połowę wyższą niż w latach dobrej koniunktury przed pandemią. W najbliższych kwartałach część gospodarstw może sięgnąć po zgromadzone oszczędności, aby utrzymać dotychczasowy poziom konsumpcji – zauważa.
RPP może obniżyć stopy procentowe w pierwszej połowie 2027 roku
Nadmiernej presji inflacji ze strony popytu konsumpcyjnego jednak z tego zdecydowanie nie będzie. Okoliczności układają się na tyle nieźle, że część ekonomistów zaczyna powoli rozważać obniżkę stóp procentowych w 2027 r. Możliwe, że takie nastroje rozbudziła zeszłotygodniowa konferencja prezesa Glapińskiego, podczas której wskazywał, że – przy status quo – sam może złożyć taki wniosek we wrześniu. Zakładał jednak, że większość dla wniosku może znaleźć się dopiero w pierwszej połowie 2027 r. Mediana prognoz analityków w lipcowej rundzie prognoz dla „Parkietu” zakłada, że RPP „dowiezie” przez najbliższy rok jedno cięcie o 25 punktów bazowych, ale dopiero w przyszłym roku.
Czytaj więcej
- Z dzisiejszej perspektywy, podwyżka wydaje mi się wręcz bardziej prawdopodobna niż obniżka stóp jako kolejny krok RPP w pierwszym kwartale 2027 r...
Z drugiej strony, nie można brać tego za pewnik. Spośród 35 analityków i zespołów, wciąż blisko połowa (15) nie sądzi, aby w horyzoncie najbliższego roku RPP obniżyła stopy choć trochę. – Oczekujemy stabilizacji stopy referencyjnej na poziomie 3,75 proc. w kolejnych kwartałach. Kluczowym argumentem w naszej ocenie jest prognozowane kształtowanie się inflacji bazowej w latach 2026-2027 w górnym paśmie odchyleń od celu NBP, co ogranicza przestrzeń do obniżek stóp procentowych – ocenia Daniel Piekarek, analityk Banku BPS. – Utrzymuje się wysoka niepewność na światowych rynkach surowców energetycznych, a ryzyka dla cen ropy, gazu i energii pozostają asymetryczne w górę. Oznacza to, że bilans ryzyka dla prognoz inflacji nadal przemawia za ostrożnością Rady Polityki Pieniężnej – dodaje.
Ostrożny jest też Mateusz Dadej, główny ekonomista Coface w Polsce i regionie Europy Środkowo-Wschodniej. – Oprócz utrzymującego się wpływu szoku energetycznego na inflację, należy liczyć się z powrotem cen żywności do ścieżki wzrostowej, wynikającym z niekorzystnych warunków pogodowych – zauważa. Jak dodaje, silna reakcja rynków finansowych – zarówno kursu EUR/PLN, jak i cen obligacji skarbowych – po ostatniej konferencji NBP o gołębim wydźwięku również może skłonić do większej ostrożności tych członków Rady, którzy rozważają obniżki stóp procentowych.
Szarży RPP nie przewiduje też Piotr Soroczyński, główny ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej. – Sytuacja międzynarodowa od strony gospodarczej i politycznej wciąż jest silnie niepewna. To może podnosić poziom ryzyka (w tym pojawiania silnych impulsów podażowych w inflacji) i raczej skłaniać władze monetarne do opóźniania zmian w stopach i do oszczędnego rozporządzania tym instrumentem – mówi.