Debatę o rekordowych zarobkach lekarzy uruchomił wybuch afery w Szpitalu Południowym w Warszawie. Oświadczenie majątkowe 29-letniego lekarza i radnego KO, Dawida Kacprzyka, ujawniło, że zarobił on 1,6 mln zł w ciągu roku jako koordynator SOR-u bez skończonej specjalizacji. Doniesienia o kolejnych nadużyciach w umowach z lekarzami (np. ze szpitala w Braniewie, w którym jeden z pracujących tam lekarzy rozliczał ponad 1000 godzin pracy w miesiącu), skłoniły resort zdrowia do zapowiedzi reform, w tym wprowadzenia maksymalnej stawki godzinowej w publicznej ochronie zdrowia na poziomie 240 zł brutto.

Dane Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji wskazują, że mediana miesięcznych zarobków lekarzy w Polsce wynosi 25 595 zł brutto na kontraktach oraz 23 666 zł brutto na umowach o pracę, przy czym jeśli lekarz pracuje w dwóch różnych szpitalach, jego umowy ujęte są osobno i nie sumują się. Oficjalne statystyki wykazują zarobki powyżej 100 tys. zł miesięcznie u 1,2 proc. lekarzy kontraktowych i 0,2 proc. etatowych, ale prezes AOTMiT szacuje, że po skumulowaniu umów z różnych placówek odsetek ten może realnie sięgać od 5 do 10 proc. 

Andrzej Sośnierz: Dopóki w systemie ochrony zdrowia będą krążyć łatwe pieniądze, dopóty ktoś po nie sięgnie

– Nie wiadomo, jaki jest merytoryczny cel tej obniżki, kto ma na tym zyskać, a kto stracić – stwierdził w rozmowie z Wprost.pl Andrzej Sośnierz, odnosząc się do resortowej propozycji wprowadzenia maksymalnej stawki godzinowej. Na uwagę, że być może taka regulacja „ostudzi zapędy lekarzy milionerów”, były poseł odpowiedział, że „Polacy potrafią świetnie obchodzić przepisy”, więc „dopóki w systemie będą krążyć duże i łatwe pieniądze za konkretne rzeczy, dopóty ktoś po nie sięgnie – taką czy inną metodą”. 

Czytaj więcej

Rekordowe zarobki lekarzy głównie na kontraktach. Ponad 100 tys. zł zarabia 625 z nich

Za główny problem w systemie ochrony zdrowia Sośnierz uznał wyceny procedur medycznych, oceniając, że „w Polsce to jeden wielki chaos”. – Z jednej strony część procedur jest drastycznie przeszacowana, a z drugiej – cała masa podstawowych świadczeń jest wyceniona rażąco za nisko – mówił, oceniając, że „winny jest ten, kto te stawki tak głupio skalkulował”. 

Jednocześnie, jak wskazał prezes NFZ w latach 2006–2007, „doszliśmy do momentu, w którym system zachęca do nadużyć na poziomie: »nie zrobiłem, a kasę dostałem«”. – Jeśli mamy wypadek samochodowy i auto trafia do warsztatu, nikt nie kwestionuje tego, że przychodzi rzeczoznawca z ubezpieczalni. Sprawdza, czy wymienione części faktycznie ucierpiały w kolizji, czy mechanik po prostu naciąga firmę ubezpieczeniową na nową szybę i koła. Ubezpieczyciel pilnuje grosza. A NFZ nie sprawdza prawie niczego. Szpital przysyła fakturę elektroniczną, system ją przetwarza i płaci  – tłumaczył Sośnierz. – Kiedyś złapałem stomatologa-cudotwórcę, który wykazał w dokumentacji wykonanie osiemdziesięciu plomb w jednym zębie pacjenta – dodał. 

Andrzej Sośnierz: Trzeba drastycznie obniżyć wyceny przeszacowanych procedur

Sośnierz jako remedium na sytuację w ochronie zdrowia zaproponował likwidację NFZ oraz „wprowadzenie konkurencji między ubezpieczycielami i placówkami medycznymi jako motoru zmian oraz uwolnienie cen i powrót do negocjacji”. – Całkowicie zrezygnowałbym z odgórnego taryfikowania usług przez urzędników. (...) Gwarantuję, że po pół roku mielibyśmy w systemie cenowym względny porządek, a po roku patologie zniekształceń zniknęłyby całkowicie – stwierdził. W dalszej kolejności rozmówca Wprost.pl postulował „urealnienie norm zatrudnienia i rygorystyczny monitoring”. 

Czytaj więcej

„Jak już wejdziemy na jakiś poziom życia, ciężko z niego zejść”. Tak dyżurują i zarabiają lekarze

– Jeśli ktoś rozsypie na stole miskę rodzynek, a wokół biegają dzieci, a potem dziwi się, że rodzynki zostały zjedzone, jest naiwny. Ministerstwo Zdrowia próbuje teraz postawić przy stole milicjanta, który ma bić dzieci po rękach i mówić: „Więcej niż trzy rodzynki nie wolno wam wziąć”. To absurd. Wystarczy zabrać miskę ze stołu – czyli drastycznie obniżyć urzędowe wyceny przeszacowanych procedur do poziomu kosztów realnych. Nie ma pieniędzy do rozdania – kończy się patologia – przekonywał Andrzej Sośnierz.