Potrzebne nowe lokomotywy wzrostu

Wyczerpuje się potencjał Polski związany z niskimi kosztami pracy. Aby gospodarka była konkurencyjna i przyciągała nowe inwestycje napędzające rozwój, potrzebuje taniej energii, stabilnego prawa i waluty oraz rozwoju kapitału ludzkiego.

Publikacja: 28.05.2024 21:00

Jakie czynniki zadecydowały o obecnym, nikłym tempie wzrostu gospodarczego Polski? Jakich bodźców i zmian potrzebuje gospodarka, aby wejść ma ścieżkę długotrwałego wzrostu? Jaka może być rola środków publicznych, m.in. z Krajowego Planu Odbudowy (KPO)?

O tym rozmawiali uczestnicy debaty „Lokomotywy polskiego rozwoju. Co jest Polsce najbardziej potrzebne do osiągnięcia trwałego wzrostu? Rola największych firm”. Debata była wydarzeniem towarzyszącym publikacji Listy 500 „Rzeczpospolitej”. Ogłoszenie wyników miało miejsce podczas uroczystej gali na Impact’24.

Jak powiedział dr hab. Piotr Wachowiak, prof. SGH, rektor Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, na spowolnienie wzrostu gospodarki wpływa ciągle niestabilna sytuacja. Jednym z największych problemów jest niski poziom inwestycji.

Kluczowe są inwestycje

– Gospodarka nie rozwija się tylko dzięki konsumpcji, a przede wszystkim dzięki inwestycjom, także prywatnym. Tymczasem, po pierwsze, przedsiębiorcy w obecnej niestabilnej sytuacji nie chcą inwestować. Skarżą się także na prawo, w tym podatkowe. Chcą płacić podatki, ale chcą wiedzieć, jakie one będą, oraz oczekują ich stabilności. Po drugie, inwestycje publiczne były ograniczone, bo nie było środków z KPO. Teraz już są, ale to był zmarnowany czas – mówił Piotr Wachowiak.

Skrytykował także propozycje dalszego podnoszenia płacy minimalnej. – To będzie bardzo zła sytuacja. Nie tylko zresztą dla biznesu, ale też i innych organizacji, w tym uczelni – wskazał rektor SGH.

Zofia Dzik, prezes Instytutu Humanites – Człowiek i Technologia, zgadzając się z tymi tezami, dodała podsumowanie ostatniego czasu w gospodarce. – 2023 r. przyniósł rekordy wysokiej inflacji i niskich inwestycji na poziomie ok. 17 proc. w relacji do PKB, które delikatnie wzrosły w ub. roku, ale to głównie zasługa inwestycji państwowych – powiedziała.

Zwróciła uwagę na wyzwania związane z otoczeniem makro. – Mieliśmy w dalszym ciągu do czynienia z dużym poziomem niestabilności na świecie, co wpływało na zaburzenia i przebudowę globalnych łańcuchów dostaw, ważnym czynnikiem jest transformacja technologiczna, w tym rozwój AI. Otoczenie prawne oraz polityka monetarna i fiskalna nie budowały stabilnej sytuacji rynkowej, która pozwalałaby prywatnym inwestorom na optymizm i inwestowanie – analizowała ekspertka.

– Gospodarka stoi przed dużą szansą, mamy ciągle potencjał wzrostu, potrzeba odważnej wizji. Jednak wśród ryzyk są rosnące koszty pracy. Wyzwaniem i hamulcowym jest także koszt energii, który coraz częściej, poza kwestią kosztów pracy, będzie determinantą dla nowych inwestycji zagranicznych – wymieniała Zofia Dzik.

Dariusz Odzioba, dyrektor departamentu klientów strategicznych mBanku, wskazał, że w ostatniej dekadzie pod względem inwestycji jesteśmy na jednym z ostatnich miejsc w Unii. – Oczywiście mieliśmy niestabilną sytuację związaną z covidem, potem inflację i wojnę. Te czynniki nie pomagają w inwestowaniu. Jednak nasi sąsiedzi rozwijają się dużo szybciej. Słowacja, Czechy, Estonia, nawet Niemcy mają wyższy poziom inwestycji, ok. 25 proc. w relacji do PKB – tłumaczył.

Potrzebna jest więc analiza i plan działania. – Trzeba zrobić rachunek sumienia. Zgadzam się, że inwestycje są jedynym stabilnym źródłem budowania dochodów w przyszłości. Tymczasem gdy z poziomu inwestycji wynoszącego ok. 17 proc. wyłączymy największe firmy, to widać, że sektor MŚP nie inwestuje. Z kolei konsumpcja może być motorem na kilka kwartałów, natomiast nie w długiej perspektywie – mówił dyrektor w mBanku.

– Patrząc od strony makro, mieliśmy silne transfery socjalne w gospodarce, m.in. podwyżki płacy minimalnej, które oznaczają drenaż pieniędzy od przedsiębiorców do budżetu centralnego, a później ich redystrybucję do społeczeństwa. Były one wsparte bardzo silnym zadłużeniem Skarbu Państwa, które wypycha kredyt przedsiębiorców i wpycha obligacje w portfelach banków i szeroko rozumianego sektora finansowego. Docelowo zbilansowanie gospodarki na poziomie centralnym będzie stabilizowało inwestycje w długim terminie. Bardzo ważne są aspekty związane ze stabilnością prawa – analizował.

Uwaga na rynek pracy

Bohdan Wyżnikiewicz, prezes Instytutu Prognoz i Analiz Gospodarczych, do bolączek gospodarki dodał sytuację na rynku pracy.

– Politycy i analitycy się cieszą, że mamy niskie bezrobocie, ale z drugiej strony oznacza to, że firmy nie mogą znaleźć pracowników, zwłaszcza wykwalifikowanych. To jest bariera wzrostu, choć w dłuższej perspektywie ma też i dobre strony. Bowiem zmusza firmy do inwestycji w automatyzację i robotyzację, a jesteśmy pod tym względem w ogonie świata – mówił Bohdan Wyżnikiewicz. – Z drugim problemem, który jest bardzo istotny, zwłaszcza jeśli chodzi o nastroje przedsiębiorców, a z którym mamy do czynienia od długiego czasu i niestety również teraz, jest brak silnego człowieka zajmującego się gospodarką i brak strategii gospodarczej kraju. Sprawy są puszczone na żywioł. Bo trudno powiedzieć, że strategią gospodarczą są wspomniane już transfery socjalne, które wprowadziła poprzednia władza, a następna musi kontynuować, bo inaczej by jej nie było. Niestety, bardzo łatwo jest je rozpocząć, ale bardzo trudno z nich wyjść. Wystarczy wspomnieć kwestię podniesienia wieku emerytalnego – dodał.

Piotr Wachowiak dodał, że w związku z potrzebami rynku pracy Polska potrzebuje „dobrej polityki migracyjne, której teraz nie ma”.

Anna Sirocka, partnerka w dziale audytu EY Polska, podkreśliła, że kluczowa jest stabilna waluta. – Jeżeli popatrzymy na bilanse banków, to widać, że wszystko jest w obligacjach. Dlaczego? Bo dużo bardziej się opłacają, są bezpieczniejsze niż finansowanie sektora przedsiębiorstw. Widzimy także ograniczanie kredytów hipotecznych dla osób fizycznych, co jest związane z dużą niepewnością prawną w tym obszarze. Prace nad stabilnością waluty przełożyłyby się na to, że opłacałoby się finansować gospodarkę, a nie tylko bardzo duże zadłużenie państwa – mówiła.

Dariusz Odzioba zauważył, że podatek bankowy powoduje, że finansowanie gospodarki jest droższe niż kupowanie obligacji. Banki są nadpłynne i mają bardzo wysoką kapitalizację: – Są gotowe do finansowania gospodarki, tylko przedsiębiorcy nie zgłaszają się po finansowanie inwestycji.

Andrzej Mochoń, prezes Targów Kielce, na podstawie zainteresowania wystawców uważa, że sytuacja się poprawiła w porównaniu z 2022 i 2023 r. – Po pierwsze, zmieniło się myślenie o nas jako o kraju przyfrontowym, gdzie może lepiej nie inwestować. Po drugie, widzimy optymizm dużo większy niż w ubiegłym roku. Jest zainteresowanie ze strony odwiedzających, klientów, którymi są przede wszystkim firmy średnie i małe – wskazał.

Gdzie jest potencjał

Gdzie więc szukać potencjalnych lokomotyw wzrostu gospodarki? W ocenie uczestników debaty mogą się nią stać środki z KPO. – Nie wiemy jeszcze dokładnie, na co będą przeznaczone. Jeśli rzeczywiście głównie na inwestycje i budowanie odporności gospodarki, będą lokomotywą. Natomiast jeżeli trafią na konsumpcję, tak się nie stanie – wskazał Piotr Wachowiak.

Czy jednak polscy przedsiębiorcy nie za bardzo przyzwyczaili się do wykorzystywania dotacji i wsparcia z pieniędzy publicznych, pytał prowadzący debatę Marcin Piasecki z „Rzeczpospolitej”. Różne branże oczekują wsparcia państwa w związku z różnymi zmianami i wymaganiami, choćby w związku z transformacją energetyczną…

Bohdan Wyżnikiewicz zgodził się, że tani unijny pieniądz „zabija ducha przedsiębiorczości”. Anna Sirocka stwierdziła, że nie widzi nic złego w tym, że firmy sięgają po dostępne środki. Zgodziła się z rektorem Wachowiakiem, że kluczowy jest cel, na jaki zostaną przeznaczone.

– To naturalne, że jeżeli można skądś pozyskać finansowanie, które dodatkowo jest tanie, to powinniśmy z niego korzystać. Wszystko zależy od tego, na co te dotacje są wydawane. Tak długo, jak będą przeznaczane na inwestycje, które rzeczywiście mogą się stać lokomotywami rozwoju, na projekty, które spowodują, że za dziesięć czy piętnaście lat znajdziemy się w zupełnie w innym miejscu, to nie ma w tym nic złego. Natomiast jeżeli te środki będą przeznaczone na konsumpcję bądź na zbiór jakichś losowych projektów, to będzie tylko stracona szansa i gospodarka dotacyjna – tłumaczyła Anna Sirocka.

Wszyscy uczestnicy debaty zgodnie stwierdzili, że blokadą inwestycji oraz rozwoju gospodarki i firm jest droga energia. Czekanie na atom to co najmniej kilkanaście lat, a bez taniej energii nie będziemy konkurencyjni. Energia powinna być priorytetem w działaniach rządu, także w kontekście środków z KPO. Potrzebne są także sprawne sieci dystrybucyjne z możliwościami przyłączeniowymi dla zielonych mocy oraz magazyny energii.

Wśród lokomotyw gospodarki Zofia Dzik wymieniła rozwój kapitału ludzkiego/społecznego, który jest niezbędny do budowania innowacyjnej gospodarki i przyciągania inwestycji, sektor zbrojeniowy, a raczej szerzej związany z bezpieczeństwem, transformację technologiczną, a także transformację energetyczną i zrównoważony rozwój. – Oczekiwałabym zmiany optyki. Aby zamiast narzekać na ESG, spojrzeć na te kwestie jako na szansę, obszar, który pozwala zbudować długoterminowo bazę dla konkurencyjnej gospodarki – podkreśliła.

Andrzej Mochoń dodał do tego ogromny potencjał, jaki daje budowa silnych polskich marek. – Powinniśmy wreszcie wykorzystać dźwignię w rozwoju gospodarczym, jaką jest tworzenie własnych marek. Chodzi o zmianę optyki i przestawienie się Polski jako kraju pracy nakładczej na inne tory. W naszym eksporcie dominują choćby firmowane przez zachodnie marki autobusy, sprzęt AGD czy meble. Mamy centra outsourcingowe. Wyczerpały się już możliwości, jakie dawała nam prosta przewaga niskich kosztów – mówił prezes Targów Kielce.

Potencjału stworzenia silnych polskich marek upatruje w branży modowej. – W modzie, szczególnie kobiecej, koszty produkcji to zaledwie 10 proc. ceny na metce. 90 proc. wartości stanowi marka. My obecnie uczestniczymy w wytworzeniu tych 10 proc. wartości. Trzeba przerwać ten krąg. Może w tym pomóc współpraca różnych branż i wykorzystanie innowacyjnego potencjału nauki i uczelni po to, by budować silne polskie marki – podsumował Andrzej Mochoń.

Jakie czynniki zadecydowały o obecnym, nikłym tempie wzrostu gospodarczego Polski? Jakich bodźców i zmian potrzebuje gospodarka, aby wejść ma ścieżkę długotrwałego wzrostu? Jaka może być rola środków publicznych, m.in. z Krajowego Planu Odbudowy (KPO)?

O tym rozmawiali uczestnicy debaty „Lokomotywy polskiego rozwoju. Co jest Polsce najbardziej potrzebne do osiągnięcia trwałego wzrostu? Rola największych firm”. Debata była wydarzeniem towarzyszącym publikacji Listy 500 „Rzeczpospolitej”. Ogłoszenie wyników miało miejsce podczas uroczystej gali na Impact’24.

Pozostało 95% artykułu
Gospodarka
Cięcia budżetowe Javiera Milei wepchnęły Argentynę w recesję
Gospodarka
Wybory w Wielkiej Brytanii. Rynek szykuje się na rząd Partii Pracy
Gospodarka
Regiony boją się centralizacji polityki spójności
Gospodarka
Kreml sprzeda Chinom rzekę. Czego w zamian oczekuje Władimir Putin?
Gospodarka
Koniunktura gospodarcza w Europie gorsza od oczekiwań
Materiał Promocyjny
Sztuczna inteligencja może być wykorzystywana w każdej branży