Kraj przygotowuje się do wyprzedaży dużych państwowych firm po bardzo niskich cenach. Celem jest szybkie wzmocnienie budżetu zależnego od pomocy i położenie kresu trwającej od dziesięcioleci, postkomunistycznej spuściźnie korupcji i złego zarządzania, które niszczyły gospodarkę. Na sprzedaż zostały przeznaczone państwowe firmy oraz wielkie gospodarstwa rolne, w tym producent nawozów, media, huty i producent insuliny.
Na początek maja zaplanowano głosowanie w parlamencie, które ma zatwierdzić zmiany w gospodarowaniu mieniem państwowym. Jeśli ustawodawcy wyrażą taką zgodę na sesji zaplanowanej na początek maja, Kijów może zarobić ponad 400 milionów dolarów. — Kolejne 190 mln dolarów może pochodzić z dzierżawy gruntów rolnych. Na świecie dla inwestorów istnieją rynki wschodzące, ale jest i jest rynek awaryjny. I właśnie jako rynek awaryjny jesteśmy jedyni w swoim rodzaju – powiedział powiedział w wywiadzie dla lokalnych mediów Rustem Umerow, szef Funduszu Mienia Państwowego. Ukraiński urzędnik zdaje sobie sprawę, że większość inwestorów nie jest w stanie pojąć, że można inwestować pieniądze w kraju, gdzie toczy się wojna. Ale — jego zdaniem— dla odważnych jest szansa, że ryzykując mogą także liczyć na zyski, jakich nie osiągną gdzie indziej.
Czytaj więcej
Decyzja rządu PiS o zablokowaniu polskiej granicy dla ukraińskich produktów rolnych mocno uderza w polskie firmy. Rujnuje przy tym polsko-ukraiński...
Ukraińcy zdecydowali się na wyprzedaż państwowego majątku, bo szukają funduszy na obronę kraju. Liczą także na to, że dopływ kapitału i zmiany zarządzania w spółkach państwowych pomoże w ożywieniu gospodarki. Wreszcie firmy, jakie znajdują się w zarządzaniu Funduszu Mienia Państwowego, szybko tracą na wartości. — Jeśli nie sprzedamy ich teraz, to w przyszłym roku ich jedyną wartością będą nieruchomości, a w następnym już tylko ziemia, na której stoją – uważa Rustem Umerow. Jest on już ósmą osobą, która przejęła zarządzanie funduszem od czasu, gdy Pomarańczowa Rewolucja obaliła rząd Wiktora Janukowycza w 2014 roku.
Żaden z jego poprzedników nie był w stanie osiągnąć celu, jakim była sprzedaż wielkich państwowych firm. Dwóch z nich popełniło samobójstwo po tym, jak udowodniono im nieprawidłowości. Kolejny został oskarżony o defraudację. Z tytułu sprzedaży państwowych aktywów rząd spodziewa się w tym roku uzyskać 6 miliardów hrywien (162 miliony dolarów). Z kolei Rustem Umerow jest zdania, że byłby w stanie zebrać nawet czterokrotnie większą kwotę, jeśli ustawa przejdzie w parlamencie i będzie w stanie wprowadzić w życie plany sprzedaży bądź dzierżawy.
Czytaj więcej
W rozmowach o współpracy gospodarczej pomiędzy Polską i Ukrainą muszą koniecznie być wysłuchani także przedsiębiorcy, bo to oni są praktykami – mów...
Wcześniej jednak ustawodawcy muszą zgodzić się na szybką wyprzedaż majątku, zatwierdzić przepisy przywracające prywatyzację dużych firm i pozwolić funduszowi na konsolidację państwowych gruntów rolnych, które będzie można potem wydzierżawić. A deputowani są podzieleni. Cześć z nich chce wszystko szybko sprzedać, inni uważają, że byłby to błąd.
Jeśli parlament ostatecznie przeforsuje ustawę, to nowych właścicieli może zyskać producent amoniaku Odeskij Pryportowyj Zawod, producenci tytanu United Mining i Zaporiżhia Titanium-Magnesium Plant, wytwórca insuliny Indar i gigant energetyczny Centrenergo PJSC. Przy tym Umerow jest gotowy również na ewentualność, w której parlament nie zatwierdzi ustawy. Plan B przewiduje konsolidację firm państwowych, co zmniejszyłoby obciążenie finansów publicznych.
Kolejnym źródłem potencjalnych dochodów do ukraińskiego budżetu ma być konfiskata firm powiązanych z Rosją na Ukrainie. Wśród nich jest kontrolowany przez Rosję JSC Sense Bank, jeden z największych pożyczkodawców na Ukrainie. Rząd rozważa teraz jego nacjonalizację. Przy tych wszystkich planach Rustem Umerow nie ma złudzeń co do tego, że inwestorzy tak korporacyjni, jak i instytucjonalni mieliby uważać rynek ukraiński jako szczególnie atrakcyjny. — Dla nich ukraiński rynek wcale nie jest atrakcyjny. Ale w tym przypadku liczy się punkt widzenia i chodzi o solidarność i sprawiedliwość oraz chęć wspierania naszego kraju. I to, że w przyszłości mogą liczyć na zyski — uważa szef Funduszu Mienia Państwowego.