Pytany o drastyczny spadek przyznawanych kredytów hipotecznych prof. Witold Orłowski, powiedział, że to sygnał, że kredyty hipoteczne oraz konieczność jego spłacania dla wielu Polaków stały się „dość ryzykowne”.

- A w dzisiejszych czasach, biorąc pod uwagę niepewność dotyczącą zwłaszcza cen, dochodów, lepiej być ostrożnym. Z drugiej strony przynajmniej równie silne, a może i silniejsze jest drugie działanie, to znaczy działanie samych banków, które mają pewne techniczne metody oceniania wiarygodności klientów - dodał ekonomista.

- Boom mieszkaniowy, jaki mieliśmy w ostatnich latach, jest możliwy jedynie dzięki kredytom, mało kto jest wstanie kupić mieszkanie ze swoich oszczędności - tłumaczył prof. Orłowski. Na jak długo więc ten rynek może być zamrożony? Czeka nas teraz epoka lodowcowa? Epoka lodowcowa będzie na pewno, pytanie czy będzie długa, czy krótka. Nie ukrywam, że o to również należałoby pytać rządzących. Dlatego, że nie da się ukryć, że mamy pewną trudną sytuację, z której trzeba gospodarkę wyprowadzić. Mamy sytuację, którą się określa mianem stagflacyjnej, czyli słabnący wzrost, rosnące ceny, rosnące stopy procentowe, a jednocześnie spadającą zdolność kredytową ludzi i jeśli nie uda się z tego dobrze wyprowadzić gospodarki, to może trwać dość długo - przewiduje profesor Orłowski.

Ekonomista uważa, że wojna miała wpływ na poziom inflacji, ale zaznaczył, że „do tej sytuacji weszliśmy mając już budżet, który już był rozregulowany". - Tak naprawdę to się zaczęło jakieś trzy lata temu. Wtedy budżet był w niezłym stanie, chociaż oczywiście on tak strukturalnie się pogarszał, bo rząd coraz więcej wydawał na bieżące usługi, na bieżące transfery, na kolejne podwyżki emerytur - przypominał. - Natomiast był taki moment jesienią 2019, kiedy sytuacja finansowa była jaka jest i potem wystąpił prezes Kaczyński i powiedział: obniżamy podatki, zwiększamy wydatki. I w ciągu 15 minut sytuacja naszych finansów się dramatycznie pogorszyła. Zanim jeszcze się jakakolwiek wojna pojawiła - mówił w Radiu RMF24 prof. Orłowski.

Zdaniem ekonomisty kto się przygotowuje do ciężkich czasów, to potem w tych ciężkich czasach radzi sobie lepiej. A kto działa na zasadzie "póki nie grozi załamanie to zwiększajmy pieniądze, wydawajmy, bo w ten sposób ludzie będą bardziej nas lubić, to oczywiście potem płaci”.

Czytaj więcej

OECD: największy kryzys energetyczny od lat 70