Ożywienie gospodarcze zwiększyło emisję gazów cieplarnianych w państwach Unii o 6 proc. w ujęciu rocznym. Najwięcej trucizn na głowę mieszkańca emituje Dania (przed Polską), a ilościowo Niemcy (także przed Polską). Bruksela uspokaja jednak, że cel główny polityki klimatycznej, czyli neutralność klimatyczna Wspólnoty do 2050 r., nie jest zagrożony.

Czytaj więcej

Unia ogranicza emisje z energetyki, a w Polsce wciąż rosną

Rośnie emisja CO2

Eurostat szacuje, że w III kwartale 2021 r. emisje gazów cieplarnianych przez kraje Unii sięgnęły 881 mln ton ekwiwalentu CO2, czyli o 6 proc. więcej niż w trzecim kwartale 2020 r. Wzrost emisji wiąże się z ożywieniem działalności gospodarczej w ubiegłym roku. Przemysł odpowiadał za 23 proc. szkodliwych emisji, produkcja prądu za 21 proc., a gospodarstwa domowe i rolnictwo dodały po 14 proc.

Eurostat zauważył jednak, że w porównaniu z III kw. 2019 r. emisje w Unii spadły o 10 mln ton. Tym samym, pomimo skutków ożywienia gospodarczego, emisje pozostają w trendzie spadkowym w ramach celów UE.

Jakie to cele? Zgodnie z unijnym prawem klimatycznym celem Wspólnoty jest osiągnięcie redukcji emisji netto o 55 proc. netto do 2030 r. i neutralności klimatycznej do 2050 r. Wśród członków Unii największy wzrost szkodliwych emisji we wspomnianym okresie zanotowała Bułgaria (+22,7 proc.). Na kolejnych miejscach plasują się Łotwa (16,2 proc.), Grecja (12,1 proc.) i Polska (11,5 proc.).

Nie myślmy o zmianach

Jak wynika także z danych Climate Strategies Poland, który opublikował w styczniu raport „Lepiej późno niż później. Redukcja śladu węglowego a konkurencyjność klimatyczna polskich firm", Polska jest drugim największym emitentem gazów cieplarnianych w Unii Europejskiej. Emisyjność polskiej gospodarki w przeliczeniu na jednostkę PKB jest ponad dwa razy większa od średniej europejskiej, trzy razy większa od emisyjności gospodarki niemieckiej oraz ponad cztery i pół razy większa od francuskiej.

Zachodnie przedsiębiorstwa stawiają sobie konkretne cele redukcji emisji: zarówno własnej, jak i tej związanej z łańcuchami dostaw – tak aby w praktyce realizować cele zapisane w porozumieniu paryskim, tj. zmniejszenie emisji o połowę do 2030 r. oraz osiągniecie zerowej emisyjności netto (net-zero) do roku 2050.

Tymczasem wiele polskich firm wciąż zwleka z poważnym zajęciem się kwestią liczenia swojego śladu węglowego, budowania strategii redukcyjnych i raportowania klimatycznego. – Bierne czekanie na wymogi regulacyjne i minimalna aktywność to recepta na utratę konkurencyjności – podkreśla Łukasz Dobrowolski, jeden ze współautorów raportu. Tylko ok. 14 proc. raportujących polskich firm wskazało jakiekolwiek inicjatywy, podczas gdy dla firm europejskich odsetek ten waha się średnio od 30 do 70 proc. (w zależności od zaawansowania inicjatyw).

Emisyjność gospodarki

Tymczasem musimy pamiętać, że gospodarka Polski w znacznym stopniu jest oparta na sektorach energochłonnych. Magdalena Maj, kierownik zespołu energii i klimatu w Polskim Instytucie Ekonomicznym, podkreśla, że w latach 2000–2019 Polska obniżyła energochłonność z 360 do 209 toe/mln euro, ale nadal zużywamy ponaddwukrotnie więcej energii na jednostkę PKB, niż wynosi średnia unijna. Sukcesem jest, że udało nam się oderwać ścieżkę realnego wzrostu PKB od ścieżki emisji.

– Od 1995 r. gospodarka Polski zwiększyła się dwuipółkrotnie, podczas gdy emisje gazów cieplarnianych utrzymywane są na mniej więcej stałym poziomie 400 Mt ekwiwalentu CO2. Wynika stąd, że emisje na jednostkę produktu są coraz mniejsze. Niemniej jednak – w porównaniu z UE-28 – każda jednostka wartości dodanej polskiej gospodarki wiąże się z emisją trzy razy większej ilości dwutlenku węgla – wylicza Maj.

Większość sektorów zanotowała spadek emisji w porównaniu z 1990 r. (dużym wyjątkiem jest transport z trzykrotnym wzrostem emisji). Najwyższy udział w emisjach, bo ok. 40 proc., ma wciąż elektroenergetyka i ciepłownictwo. – Intensywność emisji gazów cieplarnianych produkowanej energii elektrycznej spadła z 1263 gCO2e/kWh w 1990 r. do 709,8 gCO2e/kWh w 2020 r. Wysoki poziom pozostaje także w transporcie, ok. 16 proc., rolnictwie, przetwórstwie przemysłowym i budownictwie – po ok. 8 proc. – podkreśla analityczka PIE.

Zdaniem Marcina Kowalczyka, kierownika Zespołu Klimatycznego Fundacji WWF Polska, ślad węglowy to problem, który jest obecnie w bardzo wąskim stopniu dostrzegany przez rząd, a może wywołać trzęsienie ziemi w polskiej gospodarce. Zwłaszcza kiedy raporty ESG będą publikowane przez polskie firmy. – Będzie on brany pod uwagę przez kontrahentów z zagranicy, a nasze PKB w tej chwili zależy w ok. 50 proc. od eksportu. Jeśli nie podejmiemy działań w „zazielenianiu" naszej gospodarki, polskie przedsiębiorstwa będą eliminowane z łańcucha dostaw. I to bez względu na to, czy nadal będziemy podlegać pod regulacje unijne, czy też nie – podkreśla, nawiązując do abstrakcyjnej idei polexitu. Jego zdaniem, jeśli nie zaczniemy redukować „śladu węglowego", w szczególności w sektorze produkcji energii, rolnictwie, budownictwie, polski produkt przestanie być konkurencyjny.

Z drugiej strony, zdaniem ekspertów, wyzwania transformacji to szansa dla części istniejących i nowych sektorów związanych z produkcją komponentów, takich jak baterie, pompy ciepła, kompresory. – Bez transformacji przemysł będzie obciążony zwiększającymi się kosztami emisji, co negatywnie wpływać będzie na jego konkurencyjność – podkreśla Maj. Planowany w UE podatek graniczny CBAM może wyrównać szanse naszego przemysłu niekorzystającego z importu – ale tylko w przypadku utrzymania darmowych uprawnień.