Tak ekonomiści komentują raport fDi Intelligence, pionu analitycznego „Financial Timesa", który „Rzeczpospolita", jako jedyny partner tej publikacji w Polsce, przedstawiła w poniedziałek. Z raportu wynika, że zagraniczne firmy ogłosiły projekty inwestycyjne w naszym kraju o wartości 9,9 mld euro, czyli aż o 74 proc. więcej niż w 2015 r., choć w całej Europie nastąpił spadek o ok. 13 proc.

Kwota 9,9 mld zł daje nam 5. miejsce w Europie (za Wielką Brytanią, Francją, Rosją i Niemcami). Takie wyniki wskazują, że zeszłoroczne zawirowania na polskiej scenie politycznej i pewna niechęć do kapitału zagranicznego wyrażana przez część polityków PiS nie odbiły się negatywnie na naszej atrakcyjności inwestycyjnej. – Najwyraźniej jesteśmy na zewnątrz postrzegani jako stabilny członek Unii Europejskiej – mówi Stanisław Gomułka, główny ekonomista BCC.

Eksperci fDi prognozują, że także rok 2017 może być pod względem bezpośrednich inwestycji zagranicznych dla Polski udany. – Ich napływ jest zależny od światowych trendów w inwestycjach i pośrednio od polityki rządu kraju przyjmującego – zauważa prof. Witold Orłowski, rektor Akademii Finansów i Biznesu Vistula. – Na razie w obu tych obszarach nie widać większych powodów do obaw – dodaje. I podkreśla, że procesy uruchamiania nowych przedsięwzięć produkcyjnych, czy przenoszenie już istniejących, wciąż są w Europie silne.

– Cała UE to ok. 0,5 mld bogatych konsumentów, bycie blisko tych potencjalnych nabywców jest ważne dla każdego biznesu – zauważa Orłowski. Jego zdaniem nic też nie stoi na przeszkodzie, by Polska mogła uszczknąć jeszcze większą część tego tortu dla siebie, bo mamy wysokiej jakości kapitał ludzki i niewygórowane koszty pracy. – Wciąż wielkim nieobecnym w naszym kraju są inwestorzy chińscy, może w końcu nastąpi przełom – mówi Orłowski.

– Inwestycje zagraniczne odgrywają niezwykle ważną rolę jako kanał napływu do Polski nowych technologii – podkreśla Stanisław Gomułka. I to w dwojaki sposób, bo zagraniczne firmy zwykle przynoszą ze sobą innowacje wytworzone przez macierzyste działy B+R, a do tego wymagają podnoszenia jakości produktów i usług od swoich polskich kooperantów.

– Kwota 9,9 mld euro zapowiedzianych inwestycji może robić wrażenie – komentuje Aleksander Łaszek, główny ekonomista Fundacji FOR. – Ale nie wiemy, jaki był koszt przyciągnięcia tych inwestycji do Polski. A może być on niemały, bo kraje rywalizują ze sobą o kapitał zewnętrzny – zaznacza.

I dodaje, że na razie Polska pod względem rzeczywistego napływu bezpośrednich inwestycji zagranicznych raczej przegrywa konkurencję z krajami regionu. W ostatnich 20 latach skumulowane BIZ (jak wynika z raportu UNCTAD, agendy ONZ ds. handlu i rozwoju) pod względem nominalnej wielkości były u nas największe, ale w relacji do wartości gospodarki większe okazują się w Bułgarii, Estonii, Czechach, na Łotwie i Słowacji.