Pisząc wtorkowy komentarz giełdowy, zapowiadaliśmy, że już w środę w końcu czekają nas na rynkach większe emocje. Po środzie wypadałoby za te rozbudzone oczekiwania przeprosić. Oczekiwania były bardzo duże, ale jak się okazało, kolejny raz z dużej chmury spadł mały deszcz.
Najważniejszym wydarzeniem środy miała być publikacja danych o inflacji w Stanach Zjednoczonych. Wydarzenie było zaplanowane na godz. 14.30 naszego czasu, w związku z czym poranny marazm na GPW był zrozumiały i usprawiedliwiony. Znów mieliśmy do czynienia z chaotycznym handlem bez wyraźnego kierunku i przy bardzo niskiej zmienności. Swoich sił próbowały byki, jak i niedźwiedzie. Nawet jednak jeśli jedna ze strony zdobywała przewagę, to szybko była ona niwelowana.
Czytaj więcej
Do sprawy słabości złotego po decyzji RPP o cięciu stóp odniósł się Paweł Borys, prezes Polskiego Funduszu Rozwoju, stwierdzając m.in., że bank cen...
W końcu nadeszła godzina „zero”. I co? Patrząc na zachowanie indeksów można powiedzieć, że w zasadzie nic się nie stało. Odczyt dotyczący inflacji okazał się lekko powyżej oczekiwań.
Nie miało to jednak większego przełożenia na Wall Street, gdzie po rozpoczęciu handlu lekką przewagę mieli kupujący. Skoro Wall Street nie przejęła się danymi o inflacji, to GPW tym bardziej. Nasz rynek w marazmie doczołgał się do końca notowań. WIG20 ostatecznie zamknął dzień na poziomie takim jak we wtorek. Przewagę podaży, choć stosunkowo niewielką, obserwowaliśmy na innych europejskich parkietach.
Po zapowiedziach i tym, co faktycznie się działo podczas środowej sesji, trochę strach pisać znów o dużych oczekiwaniach w kontekście kolejnych dni. Tym razem nadzieje na rozruszanie notowań można natomiast pokładać w Europejskim Banku Centralnym, który w czwartek podejmie decyzję w sprawie stóp procentowych.
Czytaj więcej
Początek środowej sesji upływa pod znakiem wyczekiwania. Po południu ważne dane z USA.
O ile można narzekać na nudnawą sesję na GPW, tak zupełnie inaczej było w przypadku rynku walutowego. Tam dzień zaczął się do kolejnej przeceny złotego. Później jednak sytuacja zmieniła się o 180 stopni. Złoty zaczął zyskiwać nawet 1 proc. względem dolara i euro. Husarzem, który przybył z odsieczą dla naszej waluty, okazał się prezes PFR Paweł Borys, który w rozmowie z agencją Bloomberg wskazał, że słabość złotego jest nadmierna.
Warto dodać natomiast, że same dane o inflacji ze Stanów Zjednoczonych, tak jak w przypadku rynku akcji, miały znikome przełożenia na rynek walutowy.