Reklama

Giełda w objęciach hossy

Na warszawski parkiet powrócili zagraniczni inwestorzy – twierdzą analitycy. A wraz z nimi optymizm i szanse na trwałe zwyżki.

Aktualizacja: 04.01.2017 20:07 Publikacja: 04.01.2017 19:08

Foto: Bloomberg

Po ciężkim 2016 roku WIG20, indeks największych giełdowych spółek, wreszcie odzyskał wigor. Jego symbolem było środowe przekroczenie psychologicznej bariery 2000 punktów. To jednak tylko zwieńczenie ostatnich sześciu tygodni, gdy WIG20 skoczył o niemal 15 proc., czyli o równowartość siedmioletnich zysków z dobrze oprocentowanej lokaty bankowej.

Skąd zmiana nastrojów na rynku? Analitycy wskazują, że na warszawski parkiet po dłuższej nieobecności powrócili inwestorzy zagraniczni.

Powrót inwestorów

Mniej więcej od połowy 2015 r. inwestorzy omijali największe polskie firmy szerokim łukiem. Powód? Zamieszanie polityczne w kraju po wyborach, nowe podatki, m.in. nałożone na banki, obawy przed konsekwencjami Brexitu. Ale też polityka rządu wobec państwowych spółek, choćby zaangażowanie energetycznych kolosów w ratowanie górnictwa. Obawy o przyszłość GPW zwiększała niepewność związana z losami otwartych funduszy emerytalnych.

Inwestorzy przyjęli z ulgą propozycję zmian w OFE. Rząd zarekomendował w poniedziałek przeznaczenie 25 proc. zgromadzonych w otwartych funduszach emerytalnych 150 mld zł na Fundusz Rezerwy Demograficznej. Pozostałe 75 proc. ma trafić na indywidualne konta emerytalne. Oznacza to, że nie zostanie zrealizowany scenariusz nacjonalizacji akcji polskich spółek i gwałtownej wyprzedaży na giełdzie.

– W ostatnich miesiącach inwestorzy zagraniczni wycofywali się z GPW po nałożeniu podatków sektorowych i zmian regulacyjnych. Negatywny wpływ miało również postępujące spowolnienie gospodarcze oraz presja na obniżenie ratingu kraju. Aktualnie wszystkie te czynniki albo zostały już uwzględnione w cenach akcji, albo przestały oddziaływać. Przykładowo agencja S&P, ku zaskoczeniu większości, podwyższyła ostatnio perspektywę ratingu Polski – mówi Łukasz Bugaj, analityk Domu Maklerskiego Banku Ochrony Środowiska. Oznacza to, że zaplanowane na 13 stycznia przeglądy ratingu Polski przez dwie pozostałe agencje – Moody's i Fitch – nie powinny prowadzić do niekorzystnych zmian dla wiarygodności kredytowej Polski.

Reklama
Reklama

Zdaniem Alfreda Adamca, zarządzającego aktywami w Niezależnym Domu Maklerskim, bardziej odporni na ryzyko polityczne inwestorzy uznali, że duża część ryzyka została już wliczona w wyceny akcji na GPW. – A za tym popłynął kapitał, wykorzystujący dodatkowo niski kurs polskiej waluty do zakupów po niskich cenach akcji spółek z GPW – podkreśla Adamiec.

Hossa może być trwała

Co dalej? Analitycy twierdzą, że zwyżki mogą być kontynuowane. Warunek: przełamanie psychologicznego poziomu 2000 punktów w przypadku indeksu WIG20.

– Istnieją poważne szanse, że listopadowo-grudniowa hossa na GPW przekształci się w znacznie dłuższy, wielomiesięczny trend. Nawet słabszy wzrost gospodarczy nie powinien przeszkodzić napływowi kapitału na giełdę. Warunkiem powodzenia tego scenariusza byłoby pozostanie kapitału zagranicznego w Polsce przynajmniej do momentu, gdy szerszym strumieniem napłynie na rynek akcji rodzimy kapitał – uważa Adamiec.

Większość Polaków po krachu giełdowym unika giełdy jak ognia. Jednak jeśli zobaczą, że akcje przynoszą zyski, mogą zacząć przenosić część pieniędzy z lokat i funduszy obligacji. A Polacy trzymają w bankach miliardy. Nawet gdyby na parkiet trafił zaledwie ułamek tych oszczędności, byłby to ogromny impuls wzrostowy dla giełdy.

– Oczekujemy, że 2017 rok będzie dobry dla polskich akcji. Fundusze akcyjne powinny przynieść wyższe zyski niż fundusze dłużne – mówi Dariusz Świniarski, zarządzający portfelami TMS Brokers. Twierdzi, że po kilkunastoprocentowych zwyżkach mniejszych spółek większy potencjał do wzrostu jest wśród blue chips. Wśród maluchów drożeć mogą akcje eksporterów, którzy cały czas zyskują na skokowym osłabieniu złotego.

Szanse na zyski

Które spółki mogą dać zarobić? – W Polsce w I półroczu 2017 wzrost PKB będzie napędzany głownie przez konsumpcję, co wspierać będzie spółki odzieżowe, takie jak LPP i CCC, czy produkujące dobra trwałego użytku (Amica, Forte). Cały czas pozostajemy pozytywnie nastawieni do branży automotive (Alumetal, Wielton, Mangata, Boryszew, Izoblok), która dynamicznie rozwija się w całej Europie – wymienia Świniarski. Jego zdaniem okazje do zarobku powinny również przynieść spółki z branży technologicznej (CD Projekt, Medicalgorithmics), budowlanej i wreszcie kolejowej, w której rozpędzają się właśnie przetargi na modernizację torowisk.

Reklama
Reklama

Bugaj zwraca uwagę, że warto postawić na te firmy, które dobrze sobie poradzą, gdy powróci inflacja, czego spodziewają się ekonomiści.

– Na pierwszy plan wysuwa się tutaj branża bankowa, która wraca do łask na całym świecie, w tym w Polsce. Oczywiście wciąż istnieje tutaj problem kredytów walutowych i warto o nim pamiętać. W dalszej kolejności warto zwrócić uwagę na spółki przemysłowe czy budowlane, które mogą skorzystać na odbiciu w inwestycjach – mówi Bugaj.

Podyskutuj z nami na Facebooku www.fa­ce­bo­ok.com/eko­no­mia. Czy to jest dobry moment, by zainwestować oszczędności na giełdzie?

Na świecie indeksy rosną w najlepsze

Hossa na Wall Street – najważniejszej giełdzie świata, w którą wpatrzony jest cały rynek finansowy – trwa już osiem lat. Zyski mogą przyprawić o zawrót głowy. I sprowokować pytanie, jak długo może jeszcze potrwać koniunktura za oceanem.

Od dołka 9 marca 2009 r. skupiający 500 dużych spółek indeks S&P500 zyskał 233,6 proc., czyli średnio każdego roku rósł o 16,6 proc. W tym samym okresie niemiecki DAX zyskał 216,3 proc., rosnąc średniorocznie o 15,8 proc. Czy tak długa hossa to normalna sytuacja? Analitycy wskazują, że zwyżki indeksów napędzane były i są nadal rosnącymi zyskami spółek.

– Ośmioletni okres zwyżek jest rzeczywiście długi, lecz należy pamiętać, że jest on stymulowany luzowaniem monetarnym ze strony banków centralnych, co wspierało wyniki firm i – co za tym idzie – zwyżki cen ich akcji na giełdzie – tłumaczy Dariusz Świniarski, zarządzający portfelami TMS Brokers.

Reklama
Reklama

Obecnie era polityki taniego dolara w USA się kończy, co może zdusić hossę na Wall Street. Podwyżki stóp procentowych są elementem normalnego cyklu gospodarczego, który aktualnie jest bardzo wydłużony.

Co prawda szefowa amerykańskiego banku centralnego Janet Yellen wciąż zwleka z decyzją, ale świeżo upieczony prezydent Donald Trump wielokrotnie sugerował potrzebę zacieśniania polityki monetarnej.

Trump w zamian zapowiedział stymulację fiskalną – obniżkę podatków dla firm, zwiększenie wydatków infrastrukturalnych oraz zbrojeniowych. Taka polityka może nakręcić obroty wielu firm, przysporzyć im zysków i przedłużyć giełdową hossę.

Już dziś rynki finansowe zakładają, że amerykańskie firmy w 2017 r. roku zarobią średnio o 21,7 proc. więcej niż rok wcześniej.

– Gospodarka USA się rozkręca w sytuacji odbijającej inflacji i poprawy na rynku pracy. To będzie wspierać koniunkturę na Wall Street w 2017 r., choć korekcyjne spadki są nieuniknione – przekonuje Świniarski. Gdyby doszło do załamania na giełdzie w USA, co prędzej czy później musi się wydarzyć, może na tym ucierpieć także polska giełda.

Giełda
Odbicie indeksów w Warszawie po mocnej przecenie
Giełda
Czy styczniowe gwiazdy będą nadal błyszczały
Giełda
Niedźwiedzie przebudziły się z zimowego snu. Nerwowa sesja na GPW
Giełda
Silne odreagowanie na GPW z kierunkiem na rekord
Giełda
Giełda w Warszawie wyszła ze sporych opresji
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama