Dyskusja o przyszłości rynku hazardu online ponownie nabrała tempa po Forum Ekonomicznym w Karpaczu. Podczas wydarzenia promowano projekt dotyczący walki z szarą strefą, którego autorzy zwracali uwagę m.in. na skalę korzystania przez Polaków z nielegalnych kasyn internetowych i wynikające z tego straty dla państwa.

Senator Kazimierz Kleina (KO) nie zgadza się jednak z tezą, że źródłem problemu jest obowiązujący w Polsce monopol państwa na prowadzenie kasyna internetowego. – Nielegalna strefa w hazardzie online jest zjawiskiem powszechnym w Europie. Warto odnotować, że na polskim rynku bukmacherskim, na którym nie ma monopolu państwa, również występuje szara strefa na poziomie około 30 proc. Nie monopol czy jego brak są więc przyczyną występowania szarej strefy – przekonuje.

Internetu nie da się w pełni kontrolować

Jak wskazuje Kleina, walka z nielegalnymi operatorami jest szczególnie trudna ze względu na transgraniczny charakter Internetu. Firmy oferujące gry bez wymaganych zezwoleń są często zarejestrowane poza Polską i prowadzą intensywne działania marketingowe m.in. w mediach społecznościowych, na forach czy stronach dla dorosłych. – Internetu nie da się w pełni kontrolować w obszarze gier. Podmioty oferujące nielegalne usługi gier online to bogate firmy prowadzące bardzo agresywną reklamę. Ale nie jest to przesłanka, by znosić monopol państwa w hazardzie – podkreśla.

Jak dodaje, temat ten był analizowany także w Senacie, m.in. przez Komisję Budżetu i Finansów Publicznych oraz Komisję Gospodarki Narodowej i Innowacyjności. Jego zdaniem obecnie nie ma podstaw do zmiany obowiązującego modelu. Podobne stanowisko, jak zaznacza, prezentuje Ministerstwo Finansów. Kluczowym argumentem za utrzymaniem monopolu ma być bezpieczeństwo graczy – W nielegalnych kasynach gracz nie wie, co dzieje się z jego danymi osobowymi ani czy otrzyma wygraną. Na pewno nie otrzyma pomocy, jeśli przekroczy próg zabawy i wpadnie w uzależnienie. Dla tych firm jest jedynie źródłem pieniędzy – mówi.

„Dostępność nie oznacza legalności”

Autorzy projektu prezentowanego w Karpaczu wskazują, że około 40 proc. graczy korzysta z kasyn online działających poza legalnym rynkiem, co ma oznaczać również utratę potencjalnych dochodów podatkowych państwa. Zdaniem Kleiny odpowiedzią powinny być przede wszystkim skuteczniejsze egzekwowanie prawa, edukacja oraz współpraca z sektorem finansowym. – Potrzebna jest edukacja, by wszyscy mieli świadomość, że dostępność nie oznacza legalności. Warto pokazywać, że grając w legalnym kasynie, ma się pewność otrzymania wygranej – wskazuje.

Drugim elementem ma być utrudnienie przepływu pieniędzy pomiędzy graczami a nielegalnymi operatorami. Wymaga to współpracy banków, platform płatniczych oraz firm obsługujących mikropłatności. – Przy dzisiejszej technologii takie czynności wykonuje AI. Druga strona także korzysta z tych rozwiązań, stale zmieniając nazwy czy hasła. To wyścig bez finału. Ale trzeba działać – podkreśla. Jak dodaje, również Związek Banków Polskich dostrzega problem płatności kierowanych do nielegalnych podmiotów i jego działania miały przyczynić się do ograniczenia tego rodzaju praktyk.

Czy monopol ma jeszcze sens?

Jednym z podstawowych pytań pozostaje jednak to, czy państwowy monopol na kasyno online jest rozwiązaniem odpowiadającym realiom cyfrowego rynku. Zdaniem Kleiny tak, ponieważ celem polityki państwa nie powinno być zwiększanie liczby osób uczestniczących w hazardzie. – Hazard nie jest usługą pierwszej potrzeby ani taką, w której warto dążyć do jak najliczniejszego uczestnictwa. W grę wchodzą naprawdę duże pieniądze – zaznacza.

W Polsce legalne kasyno internetowe prowadzi Totalizator Sportowy. Senator ocenia, że umożliwienie gry w kontrolowanym przez państwo środowisku jest lepszym rozwiązaniem niż całkowity zakaz. Przywołuje przy tym przykład Francji, gdzie, jak wskazuje, kasyna online są zakazane, choć mieszkańcy nadal korzystają z takich usług oferowanych przez zagraniczne podmioty. – Skoro kilka milionów dorosłych obywateli chce korzystać z tej formy rozrywki, proszę bardzo. Ale podkreślam: monopol państwa ma na celu ochronę samych grających – mówi.

Jako argument przeciw liberalizacji rynku wskazuje również doświadczenia Holandii. Według przytoczonych przez niego danych po otwarciu tamtejszego rynku liczba osób uzależnionych miała wzrosnąć ośmiokrotnie, a wraz z nią społeczne koszty hazardu. – Nie może być zgody na prywatyzację zysków i uspołecznienie kosztów w tak wrażliwym obszarze jak hazard. Do tego prowadziłaby demonopolizacja rynku – oceni Kleina

Demonopolizacja czy „depolonizacja”?

Senator sceptycznie odnosi się także do wariantu pośredniego, czyli dopuszczenia prywatnych kasyn internetowych działających na podstawie koncesji. – Demonopolizacja będzie oznaczać depolonizację, bo zyski popłyną poza granice Polski – przekonuje. Wskazuje przy tym na społeczną funkcję pieniędzy wypracowywanych przez Totalizator Sportowy. Jak mówi, środki wracają do społeczeństwa m.in. poprzez finansowanie sportu, kultury i dziedzictwa narodowego. Jednocześnie działalność hazardowa jest objęta wysokim opodatkowaniem.

Kleina kwestionuje przy tym argument, że otwarcie rynku automatycznie zwiększyłoby dochody państwa. – Z niedowierzaniem czytam raport jednej z instytucji, w którym napisano, że demonopolizacja będzie oznaczać więcej wpływów do budżetu. Patrząc na inne rynki, najpierw pojawia się demonopolizacja, potem żądanie obniżenia podatków. To nie może prowadzić do wzrostu dochodów dla budżetu państwa – mówi. Zastrzega jednak, że wpływy fiskalne nie powinny być najważniejszym kryterium przy konstruowaniu regulacji dotyczących hazardu. – Hazard to bardzo wrażliwy obszar aktywności człowieka. Szczególnie niebezpieczny dla dzieci i młodzieży, więc dochody budżetowe nie są głównym celem opodatkowania hazardu. Często za hazardem kryją się dramaty ludzi i ich bliskich. Warto o tym pamiętać – zaznacza.

Dlatego, jego zdaniem, jednym z istotnych obowiązków Totalizatora Sportowego powinna pozostawać edukacja dotycząca ryzyka związanego z grą i ostrzeganie przed uzależnieniem.

Wspólne regulacje na poziomie UE?

Rozwój transgranicznych usług internetowych rodzi też pytanie, czy walka z nielegalnym hazardem nie powinna w większym stopniu odbywać się na poziomie europejskim. Obecnie państwa członkowskie samodzielnie kształtują swoje modele regulacyjne, przez co rozwiązania obowiązujące w poszczególnych krajach znacząco się różnią. Kleina przyznaje, że rosnąca skala internetowego hazardu może być argumentem za szerszą współpracą. – Hazard został uznany przez Unię Europejską za sferę, w której decyzje podejmuje suwerennie każde z państw członkowskich. Ale patrząc na rozwój internetu i siłę oddziaływania obecnych tam podmiotów, które są firmami międzynarodowymi, być może byłby to dobry kierunek – podsumowuje.