– W piątek Jacek Rostowski spotkał się z komisarzem UE ds. walutowych Joaquinem Almunią. Dyskutowali o sytuacji gospodarczej w Polsce i w regionie oraz o polskim planie wejścia do strefy euro – powiedziała „Rz” Amelia Torres, rzecznik komisarza.
– Tym samym rozpoczęliśmy dyskusję o wejściu Polski do ERM2 – dodał Szymon Milczanowski z resortu finansów.
Widać więc, że rząd, bez względu na negatywne stanowisko NBP w sprawie wejścia do mechanizmu ERM2 (poprzedzającego przyjęcie euro) w tym roku, podtrzymuje plan zmiany waluty w 2012 r., co wymagałoby wejścia do ERM2 w połowie 2009 r. W grudniu 2008 r. Polska nie spełniała aż trzech kryteriów wymaganych do przyjęcia euro: inflacyjnego, prawnego (m.in. zmiana konstytucji) i kursowego (ocena stabilności waluty w ERM2).– Procedury wchodzenia do ERM2 są znane, nie chcemy tej informacji komentować – stwierdził w rozmowie z „Rz” Marcin Roszkowski, dyrektor Biura Komunikacji w NBP.
W środę prezes NBP Sławomir Skrzypek powiedział „Rz”, że nie ma argumentów za wejściem do ERM2 w tym roku. Rząd do realizacji swego scenariusza potrzebuje brakującego dotąd poparcia PiS i prezydenta.– To chyba faktycznie początek poważnych rozmów o euro, taka ucieczka do przodu. Rząd liczy, że ten ryzykowny projekt się uda, a jeśli tak się nie stanie, to stwierdzi, że próbował – ocenia Jacek Wiśniewski, ekonomista Raiffeisen Banku.
Jakub Borowski z Invest-Banku zwraca uwagę na kwestię braku zgody politycznej. – To odejście od tzw. mapy drogowej, która zakładała najpierw zmianę konstytucji – mówi.
Zdaniem byłego wiceprezesa NBP Andrzeja Bratkowskiego wejście do ERM2 w czasie kryzysu nie jest złym pomysłem. – ERM2 i strefa euro to dużo lepsze rozwiązanie niż pożyczka z Międzynarodowego Funduszu Walutowego czy Banku Światowego. Kraje strefy euro staną przed odpowiedzią na pytanie, czy chcą nam w ten sposób pomóc – uważa.
W piątek sytuacja na rynku walutowym nieco się uspokoiła, ale kurs złotego względem euro nadal bardzo się waha. – Złoty się nie osłabia i cel osiągnęliśmy. Dziś mogę powiedzieć, że to największe zagrożenie się oddaliło – ocenił premier Donald Tusk. W piątek na koniec dnia euro kosztowało 4,76 zł, dolar 3,70 zł, a frank 3,22 zł. Na rynku znów pojawiły się informacje o aktywności Banku Gospodarstwa Krajowego. Mogło to oznaczać, że rząd ponownie sprzedaje euro pochodzące z funduszy unijnych. Na dalsze osłabienie złotego liczy duński Danske Bank, który zakłada wzrost kursu euro do 4,90 zł.
[i]Masz pytanie wyślij e-mail do autora:
[mail=m.kuk@rp.pl]m.kuk@rp.pl[/mail][/i]