Przywódcy Francji i Niemiec Nicolas Sarkozy i Angela Merkel wspólnie oświadczyli wczoraj wieczorem, że na niedzielnym szczycie Unii Europejskiej będą szczegółowo dyskutowane globalne rozwiązania dotyczące kryzysu zadłużenia w strefie euro, jednak aż do kolejnego spotkania w środę nie zapadną żadne decyzje.
Komunikat wydano po rozmowie telefonicznej między przywódcami obu krajów. Już wcześniej pojawiały się informacje, że na niedzielnym szczycie nie zostanie podjęta decyzja o wzmocnieniu funduszu stabilizacyjnego EFSF. Wiadomo było, że m.in. właśnie ta kwestia poróżniła Niemców i Francuzów.
Szczyt bez decyzji
Obydwa kraje nie były w stanie również ustalić, ile powinna wynosić redukcja zadłużenia Grecji.
Niemcy chcą, by było to 50 – 60 proc. Natomiast Francuzi są zdania, że to zbyt dużo, bo sektor bankowy tego kraju mógłby mieć wówczas poważne kłopoty.
Z kolei Międzynarodowy Fundusz Walutowy nie ukrywał wczoraj, że grecki dług w obecnej wysokości jest niespłacalny.
Nie doszło więc do ustalenia treści komunikatu końcowego niedzielnego szczytu, a jego wersja robocza, w której zapisano porozumienie w obu sprawach oraz postanowienie dokapitalizowania banków, wyciekła na zewnątrz. Przy tym Niemcy kategorycznie wykluczyły udział w EFSF Europejskiego Banku Centralnego, a Francuzi naciskali, aby EBC został dopuszczony do akcji ratowania gospodarki.
Szczyt już raz przełożono. Miał się odbyć 17 i 18 października, ale wówczas Niemcy i Francuzi stwierdzili, że potrzeba więcej czasu, bo wcześniej Grecja powinna otrzymać pieniądze z pakietu pomocowego. Szef Komisji Europejskiej Jose Barroso wezwał do jak najszybszego porozumienia.
– Decyzje polityczne powinny zapaść w niedzielę, nawet gdyby trzeba było dopracować niektóre szczegóły wprowadzenia ich w życie. Jest jednak jeden aspekt, bez którego wszystkie inne postanowienia nie będą wiarygodne: chodzi o stworzenie „zapory ogniowej" wokół strefy euro – mówił.
Jego zdaniem pozytywny efekt szczytu wciąż jest możliwy. KE nalega zaś, by kolejną transzę pomocy wypłacić jak najszybciej, aby uspokoić nieco nastroje.
Giełdy w dół
Mimo to rynki reagowały na te doniesienia fatalnie. Jak zwykle w takich sytuacjach frank i dolar umocniły się wobec euro. Waluta szwajcarska znalazła się już tylko 2,8 proc. poniżej wyznaczonego poziomu 1,20 franka za euro (1,23), w przypadku dolara było to 1,36 za euro. Spadały giełdy w Londynie, Paryżu i we Frankfurcie, a WIG20 stracił o 3,2 proc.
Nastroje pogorszyło też drastyczne cięcie prognoz wzrostu PKB Niemiec w 2012 r., który według rządu w Berlinie ma wynieść tylko 1 proc., a nie 1,8 proc., jak wcześniej wyliczono. Tegoroczny PKB Niemiec ma urosnąć o 2,9 proc., a nie – jak wcześniej podawano – 3 proc. Korekta ta nastąpiła po doniesieniach Francuzów, którzy podali, że nie będą w stanie w tym roku osiągnąć zapowiadanego wzrostu PKB o 1,75 proc.
W tym natłoku informacyjnym mało kto już interesował się strajkiem w Grecji, który zmienił się w gwałtowne starcia z policją. Doszło także do bitwy na kamienie między samymi demonstrantami.
Wieczorem zgodnie z oczekiwaniami obserwatorów grecki parlament zatwierdził rządowy plan cięć budżetowych.