- Nielegalny handel dzikimi zwierzętami generuje obroty 7-8 mld dolarów rocznie — stwierdził na spotkaniu z prasą w Waszyngtonie amerykański wiceminister ds. wzrostu gospodarczego, energii i środowiska, Robert Hormats. Nasiliła się także znacząco liczba zabójstw strażników przyrody przez kłusowników.
Zapowiedział więc, że sekretarz stanu Hillary Clinton towarzysząca prezydentowi Barackowi Obamie poruszy tę kwestię podczas szczytu krajów Azji-Pacyfiku w Kambodży pod koniec listopada, jako że kraje tego regionu są głównymi odbiorcami kości słoniowej i proszku z rogu nosorożca.
Pani Clinton wystosowała w minionym tygodniu apel do rządów o zaostrzenie walki z tym nielegalnym handlem. — W ostatnich latach nielegalny handel zwierzętami stał się bardziej zorganizowany, bardziej dochodowy, bardziej powszechny i niebezpieczny niż kiedykolwiek dotąd — stwierdziła i wezwała do stworzenia międzynarodowego systemu walki z tym.
R. Hormats poinformował, że USA są drugim po Chinach krajem importującym owoce tego nielegalnego handlu. — Jesteśmy częścią problemu, musimy być częścią odpowiedzi — dodał.
Waszyngton realizuje już rożne programy za kilkadziesiąt milionów dolarów, które zmierzają do partnerskich działań z organizacjami pozarządowymi, samymi rządami.
Wiceminister powołał się na opracowanie, stwierdzające, że 70 proc. Chińczyków nie zdaje sobie sprawy z tego, iż trzeba zabić słonia, aby jego kły można było następnie przerobić na przedmiot dekoracyjny.
Wzrost handlu wynika z rosnącego popytu, zwłaszcza w Azji. — Rosną dochody, ludzie mają więcej pieniędzy do wydania. Róg nosorożca kosztuje teraz 30 tys. dolarów. Mało ludzi mogło sobie na niego pozwolić 20 lat temu — wyjaśnił.
Działalność ta doprowadziła do powstania prawdziwej organizacji przestępczej, korzystającej ze śmigłowców, pistoletów maszynowych itp. — Potrzebujemy lepszych informacji o transferach pieniędzy, o ruchach kłusowników. Dla nas to takie samo wyzwanie jak walka z handlem narkotykami — podkreślił przedstawiciel administracji.