Na przetargu Ministerstwo Finansów sprzedało obligacje skarbowe za 4,99 mld zł. Na sprzedaż wystawiono papiery trzech serii z terminami zapadalności w latach 2024-2028. Popyt wyniósł łącznie ponad 6,8 mld zł.

Najwięcej, bo za 3,2 mld zł sprzedano obligacji z terminem zapadalności w styczniu 2024 r. Tutaj popyt był wysoki i MF bez problemu znalazło chętnych na ten dług. Seria ta jest atrakcyjna dla choćby portfeli bankowych, stąd relatywnie wysoki popyt po cenach rynkowych. Natomiast problem pojawił się ze sprzedażą pozostałych obligacji.

- Widać, że niepewność związana z tym, co zrobi EBC nie pozwoliła na duży popyt chociaż w przypadku obligacji z terminem zapadalności w kwietniu 2028 r. wycena oscylowała wokół poziomów z rynku międzybankowego - tłumaczy Arkadiusz Urbański, analityk Banku Pekao.

- Właśnie na tak długoterminowym sektorze dało się zauważyć brak otwartych funduszy emerytalnych - dodaje. Popyt na serię WS0428 z terminem zapadalności w kwietniu 2028 r. wyniósł zaledwie 200 mln zł.

- Zastępcą OFE mogą być długoterminowi inwestorzy zagraniczni bądź krajowe zakłady ubezpieczeniowe. Względnie mały popyt na ten papier pokazał jednak, że przy braku OFE nie zawsze można na takich kupców liczyć - zaznacza Urbański.

Sporym zaskoczeniem okazał się też nowy papier DS0725 zapadający w lipcu 2025 r. Sprzedano go za niemal 1,7 mld zł z relatywnie wysoką rentownością 3,8 proc.

- Może to świadczyć o potrzebie upłynnienia emisji i zaspokojenia zgłoszonych ofert kupna, które były moim zdaniem dość ostrożne - mówi Arkadiusz Urbański. Jak szacuje po przetargu pokryto potrzeby pożyczkowe w około 90 proc.

Po tym jak funduszom emerytalnym zakazano od lutego inwestycji w dłużne papiery skarbowe, część ekspertów zwracała uwagę, że może to spowodować problemy ze sprzedażą polskiego długu po niskich cenach. Dotychczasowe aukcje pod nieobecność OFE udawało się jednak przeprowadzać z sukcesem.

- Resortowi finansów udało się w czwartek sprzedać całą ofertę przy solidnym popycie biorąc pod uwagę długoterminowe obligacje, ale widać było pewną ostrożność inwestorów - podsumowuje Urbański.