Z tego artykułu dowiesz się:

  • Którzy politycy najchętniej inwestują w kryptowaluty, a którzy w akcje amerykańskich gigantów.
  • Kto w polskim Sejmie posiada akcje warte miliony złotych
  • Jakie spółki najczęściej trafiają do portfeli polityków.
  • Czy parlamentarzysta może bez ograniczeń grać na giełdzie i jakie kontrowersje budzi ta aktywność.

Na 460 posłów w polskim parlamencie inwestycje w akcje spółek giełdowych – krajowych i zagranicznych –  wprost wykazało w oświadczeniach za 2025 r. 38 osób. Dodatkowo wielu innych podało, że inwestuje za pośrednictwem Indywidualnych Kont Zabezpieczenia Emerytalnego (IKZE), ale nie precyzowało, co dokładnie jest w ich portfelach.

Ze względu na zróżnicowanie w sposobie wypełniania oświadczeń przez posłów nie można więc dokładnie określić, ile wydają na poszczególne instrumenty inwestycyjne. Ogółem w ub.r. przeznaczyć mogli na papiery wartościowe około 75 mln zł (58 mln zł w 2024 r.). Największe pojedyncze kwoty, rzędu kilkuset tysięcy złotych i więcej, lokowane są przez parlamentarzystów zwykle w obligacjach skarbowych. Rzadziej w walutach obcych. Nie brakuje jednak osób, które decydują się na większe ryzyko.

Posłowie Konfederacji kochają kryptowaluty

Najwięcej przyznających się w swoich oświadczeniach majątkowych do posiadania kryptowalut jest w Konfederacji. To m.in. Paweł Berkowicz, Krzysztof Bosak, Krzysztof Szymański i Ryszard Wilk.  Rekordzista pod tym względem jest Sławomir Mentzen, na koniec grudnia 2025 r. miał 33,7 bitcoinów o wartości 10,5 mln zł. Fragment bitcoina posiadali także Patryk Jaskulski z KO oraz Janusz Kowalski (niezrzeszony).

Czytaj więcej

Sprawdziliśmy, jak bogacą się posłowie. "Lubię patrzeć na zegarki"

Na rynku akcji polscy parlamentarzyści zostawiają zwykle od kilkanastu do kilkudziesięciu tysięcy złotych. Np. Artur Gierda (KO) miał pod koniec ub.r. w portfelu akcje za ok. 17 tys. zł: Allegro, Amiki, ATC Cargo, Bras, Modivo (d. CCC), Columbus Energy, GenXone, PZU, Remor Solar, wykluczonej z obrotu Saule Technologies, Synthaverse, Tauronu oraz KGHM.

Piotr Adamowicz (KO) w grudniu 2025 r. miał akcje warte 17,8 tys. zł (9,1 tys. zł rok wcześniej). W jego portfelu były banki (Handlowy oraz ING) oraz deweloperzy (Soho Development, KCI, BBI Development).

Michał Gramatyka (Polska 2050) w końcu ub.r. miał w portfelu akcje krajowe i zagraniczne za około 20 tys. zł: JSW, KGHM, Bumechu, Cyfrowego Polsatu, Asseco Poland, Banku Millennium, ale i Dogness International, Medicalgorithmics, Roblox, Uni Fuels, Indie Semiconductor, Circle, Mahindra and Mahindra, Intel, PayPala, Stellantisa, Novo Nordisk, Voxel oraz UMC.

Akcje za ponad 3 miliony złotych. Jest i portfel pełen amerykańskich spółek, w tym Donalda Trumpa

Intensywniej niż posłowie KO inwestował Janusz Cieszyński (PiS, były minister cyfryzacji). Z analizy „Rzeczpospolitej” wynika, że w końcu grudnia ub.r. miał w akcjach i jednostkach funduszy akcyjnych ok. 95 tys. zł, czyli więcej niż rok wcześniej, gdy było to ok. 68,5 tys. zł. Cieszyński inwestuje głównie poprzez ETF-y (Exchange Traded Fund) i IKZE. Deklaruje, że sam dobiera skład portfela. Z polskich spółek w portfelu polityka PiS największy udział miał Orlen (około 30 tys. zł). Na rachunku miał też po jednej akcji Newagu (którą to spółkę krytykuje w mediach społecznościowych za sposób prowadzenia biznesu) oraz spółki Mentzen. Jak tłumaczy, po to, aby zadawać spółkom pytania w roli akcjonariusza.

Czytaj więcej

Bank Rozliczeń Międzynarodowych ostrzega przed bańką AI

Na rynku akcji obecny jest Robert Gontarz (PiS), którego portfel papierów wartościowych, nie licząc obligacji skarbu państwa, warty był na koniec grudnia 2025 r. ponad 200 tys. zł. W jego skład wchodziły przy tym popularne spółki zagraniczne, głównie reprezentujące nową ekonomię, jak Uber, Amazon, Netflix. W portfelu Gontarza można znaleźć też wsprawdzie Bank of America czy JP Morgan Chase, ale w ostatnim roku spieniężył papiery Nike czy McDonald’sa. Zainwestował więcej w producenta półprzewodników Advanced Micro Devices (AMD), pokrewną mu Nvidię czy Alphabet, właściciela Google. Poseł PiS kupił też w ub.r. trochę akcji spółki związanej z prezydentem Stanów Zjednoczonych – Trump Media & Technology Group. Portfel Gontarza jest mocno zdywersyfikowany: obejmuje ponad 20 różnych papierów i znajdziemy w nim także takie instrumenty jak ETF, ale i ETN (Exchange Traded Notes, czyli instrument oparty na pożyczonych aktywach, pozwalający zarabiać na różnicach cen np. surowców czy kryptowalut).

Do wyjątkowych giełdowych graczy w Sejmie należy Sławomir Ćwik (Centrum), który w akcjach ulokowane miał na koniec ub.r. ponad 3,1 mln zł. Drugi rok z rzędu postawił na takie spółki, jak Apator, CD Projekt, MCI, Cormay, Mercator i PKP Cargo. Podobnie jak Janusz Cieszyński poseł Ćwik ma też jedną akcję spółki Mentzen, założonej przez lidera Konfederacji.

Najpopularniejszym aktywem wśród posłanek i posłów są zdecydowanie nieruchomości. Pod tym względem wyróżnia się poseł KO Robert Dowhan, niegdyś prezes klubu żużlowego Falubaz Zielona Góra. W oświadczeniu za 2025 r. wykazał ponad 20 różnych nieruchomości, w tym mieszkań, lokali użytkowych, gruntów ornych i działek rekreacyjnych. Ich sumaryczna wartość wskazana przez posła to prawie 37 mln zł. „Wartości podane są szacunkowe, ale często słyszę, że ktoś chce odkupić nieruchomości od posła/senatora po cenie z oświadczenia majątkowego. Może akurat ktoś? Coś?” – napisał na końcu załącznika Dowhan.

Czy poseł powinien inwestować sam na giełdzie? „Zakaz transakcji, gdy zdobędzie niejawną informację” 

– Przeglądając oświadczenia majątkowe polityków znajdziemy sporo nieruchomości, ale bardzo mało inwestycji na polskim rynku kapitałowym. To smutna ilustracja tego, ile znaczy giełda dla osób stanowiących prawo i rządzących naszym krajem. Abstrahując jednak od tego, należałoby sformułować jasne zasady zarządzania portfelami inwestycyjnymi osób na kluczowych stanowiskach publicznych – komentuje naszą analizę Jarosław Dominiak, prezes Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych.

Inwestycje parlamentarzystów w akcje notowanych na giełdzie spółek to nie tylko ciekawostka, ale też problem regulacyjny. Posłowie nie mają bowiem zakazu inwestowania w papiery firm działających w sektorach, którymi zajmują się jako legislatorzy.  

– Inwestycje giełdowe dokonywane przez posłów czy szerzej polityków, bywają kontrowersyjne nie tylko w Polsce. Teoretycznie dotyczą ich te same przepisy odnośnie do insider tradingu, ale w praktyce bardzo rzadko są ścigani – komentuje Raimondo Eggink, zawodowo zajmujący się nadzorowaniem zarządów spółek publicznych w duchu dbałości o interes mniejszościowych akcjonariuszy.

– Co do zasady uważam, że parlamentarzyści powinni mieć możliwość inwestowania w szerokie ETF-y czy fundusze inwestycyjne obejmujące polskie akcje. Nie widzimy też problemu w inwestowaniu w aktywa zagraniczne, na które nasi politycy nie mają wpływu. Inaczej należy patrzeć na przykłady pojedynczych spółek, zwłaszcza tych z udziałem Skarbu Państwa lub działających w branżach mocno regulowanych. W ich przypadku uzasadnione byłoby wprowadzenie ostrzejszych ograniczeń, w tym większej jawności, częstszego raportowania oraz zakazu transakcji w okresach, w których w parlamencie pojawiają się niejawne informacje lub zapadają decyzje istotne dla wyceny danej spółki – proponuje natomiast Jarosław Dominiak. 

Pełna transparentność lepsza niż zakaz. „Polityk powinien być zanurzony w życiu”

– Jednak nie jestem zwolennikiem ogólnego zakazu inwestowania przez polityków na giełdzie. Po pierwsze taki zakaz można byłoby łatwo omijać, a po drugie polityków czujących problemy związane z rynkiem kapitałowym mamy w Polsce za mało, nie za dużo. Lepszym rozwiązaniem, moim zdaniem, byłaby pełna transparentność transakcji polityków. Dla przykładu, do istniejących oświadczeń majątkowych pokazujących tylko zdjęcie na określony dzień, można byłoby dodać comiesięczne pełne zestawienia wszystkich dokonywanych transakcji – uważa Eggink.

Również zdaniem Mirosława Kachniewskiego, szefa Stowarzyszenia Emitentów Giełdowych, inwestycje posłów na giełdzie nie powinny być ograniczane.

– Uważam, że przedstawiciele władzy powinni być zanurzeni w życiu tak bardzo, jak to tylko możliwe. Powinni korzystać z publicznej komunikacji, publicznej służby zdrowia, kształcić dzieci w publicznych szkołach. Tylko wtedy będą osobiście zainteresowani jak najwyższą jakością usług publicznych, za których funkcjonowanie są przecież odpowiedzialni. I – idąc tą retoryką – powinni mieć możliwość inwestycji w publiczne spółki. Biorąc pod uwagę poziom przejrzystości informacyjnej emitentów z jednej strony, z drugiej zaś przejrzystość stanu majątkowego parlamentarzystów, nie widzę zagrożenia, które uzasadniałoby jakiekolwiek ograniczenia w zakresie inwestycji giełdowych. Widzę natomiast potencjalne korzyści, bo borykając się z przeregulowaniem rynku, prawdopodobnie dążyliby do urealnienia obciążeń regulacyjnych – mówi Mirosław Kachniewski.

Wśród parlamentarzystów są posłowie, którzy nie wykazali na koniec 2025 r. żadnych środków pieniężnych, mimo wynagrodzenia, które otrzymują od podatników. Należą do nich np. poseł PiS Kazimierz Gołojuch oraz poseł KO Tomasz Głowski.

Oświadczenia majątkowe dostarczają też innych informacji o stanie posiadania posłów, np. o wartości księgozbiorów, obrazów czy zegarków albo zabytkowych aut. A także o tym, ile parlamentarzyści zarabiają poza Sejmem. Przykładem posła, dla którego wynagrodzenie parlamentarzysty ma drugorzędne znaczenie, jest Roman Giertych (KO). Jak wykazał w oświadczeniu majątkowym, jego dochód z tytułu prowadzenia kancelarii prawnej w ub.r. przekroczył 3 mln zł.

Fani aut i zegarków wśród polskich posłów

Z analizy „Rzeczpospolitej” dot. majątku ruchomego posłów wynikało, że najdroższe auto – Porsche 911 Turbo S Cabrio z 2022 r. – należy do Roberta Dowhana. Według posła warte jest ono 1,2 mln zł. Również on wykazał m.in. dziewięć zegarków Ulysse Nardin w cenach od 35 do 80 tys. zł, po jednym Chopardzie (za 15 tys. zł) i Grahamie (za 40 tys. zł). Kilka aut wykazała też np. Barbara Okuła (Centrum) z klubu parlamentarnego Centrum. Ma Astona Martina DBX (600 tys. zł), Porsche Macan za 200 tys. zł, Maserati Levante za 250 tys. zł i Audi SQ7 za 120 tys. zł.

Artur Łącki z KO, który w wielu publikacjach jest określany jako najbogatszy poseł obecnej kadencji, wpisał do oświadczenia Mercedesa EQC, Range Rovera i BMW 4 Cabrio, a Andrzej Gut-Mostowy z PiS Mercedesy klasy G i E, Jeepa Wranglera oraz Hymera Grand Canyon, czyli luksusowy kamper.

Dwaj posłowie są właścicielami zegarków Patek Philippe, jednej z najdroższych marek świata: poza posłem PSL Władysławem Teofilem Bartoszewskim (o którym wiadomo to od dawna), przedmiot ma też poseł KO Jerzy Meysztowicz. Drogie zegarki mają także m.in. poseł Konfederacji Przemysław Wipler oraz Marek Jakubiak.