Pod koniec lipca weszła w życie ustawa o finansowaniu społecznościowym dla przedsięwzięć gospodarczych. Czy ona coś zmieniła w państwa pracy?

Każdy Polak usłyszał o ustawie o finansowaniu społecznościowym, choć niekoniecznie utożsamia ją z rewolucyjnymi zmianami dla platform equity crowdfundingowych. Dlatego, że ta sama ustawa reguluje wakacje kredytowe – rząd zapewnił nam bezpłatną reklamę. Ta ustawa zmienia całkowicie zasady gry, bo platformy stają się pełnoprawnym członkiem rynku kapitałowego, jak banki, biura maklerskie, towarzystwa funduszy inwestycyjnych. To wzrost odpowiedzialności dla prowadzących platformy, ale też wzrost możliwości działania dla platform. Dlatego ta ustawa jest tak ważna i wyczekiwana. W UE rozporządzenie weszło w życie 10 listopada 2021 r., a my musieliśmy czekać aż do wakacji kredytowych, by ta ustawa powstała i weszła w życie w Polsce. Polska jest opóźniona o osiem miesięcy.

W odróżnieniu jednak od wakacji kredytowych, które weszły w życie natychmiast, rynek crowdfundingu tak szybko się nie zmieni?

Faktycznie, z wakacji kredytowych konsumenci mogą korzystać już od 29 lipca. Na platformy ustawa nakłada obowiązek uzyskania licencji od Komisji Nadzoru Finansowego. Spodziewamy się, że ten proces potrwa około siedmiu miesięcy, więc realnie ustawa wejdzie w życie w marcu 2023 r. Wtedy w pełni będzie można korzystać z jej możliwości.

Czytaj więcej

Wiceprezes ZBP: Korzystanie z wakacji kredytowych może obniżyć przyszłą ocenę kredytową

Jakie zmiany wprowadzi ta ustawa?

Przede wszystkim podwyższa limit zbiórek do 5 mln euro bez prospektu emisyjnego, daje też możliwość kierowania oferty inwestycyjnej do wszystkich obywateli Unii Europejskiej. Dziś to możliwe, ale trzeba notyfikować taką emisję w każdym kraju, co kosztuje kilkadziesiąt tysięcy złotych w każdym kraju i oczywiście zajmuje czas. Od wejścia w życie ustawy o finansowaniu i otrzymania licencji będzie można pozyskiwać inwestorów i prowadzić działania reklamowe na terenie całej UE bez konieczności dodatkowych nakładów. Ustawa daje też większą ochronę inwestora, będzie on miał 30 dni na wycofanie się z inwestycji. Będzie też test inwestorski, który zakwalifikuje inwestora, czy jest kwalifikowany, doświadczony, czy dopiero początkujący. To też jest ważne, zwiększy ochronę inwestora.

Został wam jeszcze pewien czas bez licencji.

Platformy będą musiały uzyskać licencję na prowadzenie działalności. Ale do listopada 2023 r. platformy mogą działać bez licencji. Mamy jeszcze rok i trzy miesiące działania w starym modelu, jeśli jakieś platformy nie zdecydują się wystąpić o koncesję. Wejdzie więc nowy limit 5 mln euro, dostęp do całego rynku unijnego i wzmożona ochrona inwestora.

Zmieni się też rola samych platform?

Tak, w momencie zmiany prawa to platformy będą oferowały [akcje – red.], jak w przypadku biur maklerskich. To oznacza większą odpowiedzialność, także jeśli chodzi o wycenę projektów, ale też większe możliwości w działaniach marketingowych i pozyskiwaniu inwestorów. Na samym końcu mamy jeszcze wspaniałą rzecz, czyli tabelę ofert do handlu akcjami. Platformy będą mogły prowadzić tabele, w których inwestorzy będą mogli sprzedawać akcje, które miały już swoje emisje.

Brak możliwości odsprzedania akcji był do tej pory wąskim gardłem tych inwestycji.

Tak, to uruchomi swojego rodzaju alternatywny rynek. Tabele nie stworzą rynku na podobieństwo giełdowego, nie będzie tam łączenia ofert kupna i sprzedaży, ale będzie można sprzedać, jeśli się znajdzie kupiec, akcje firmy, która przeprowadziła emisję na platformie.

Czy to ważne?

Bardzo, ponieważ skraca się perspektywa wyjścia z inwestycji. Dziś spółka robi emisję i mówi: kiedyś wejdziemy na NewConnect, ale kiedy, to zależy od koniunktury i rozwoju spółki. Ja mogę oczywiście swoje akcje jakiejś spółki sprzedać, ale mogę jedynie wysłać komuś maila w tej sprawie. Nie można oferować publicznie akcji. Tymczasem to prawo zmienia tę regulację i będzie można oferować akcje na tablicy ofert. Dlatego spodziewamy się zarówno napływu inwestorów, jak i spółek, które będą chciały się zanotować na takiej tablicy ofert. Do tej pory brak jasnej możliwości wyjścia z inwestycji zniechęca profesjonalnych inwestorów.

Czytaj więcej

Kłopotliwy rynek zrzutek

Rozmawiamy o zmianach, które wejdą w marcu przyszłego roku. A co się zmieniło już teraz?

Widzimy wzmożone zainteresowanie spółek. Dzwonią do nas firmy i pytają, czy mogą już zbierać te 5 mln euro. Inwestorzy też pytają, kiedy wejdzie tabela. Muszę jednak ostudzić oczekiwania, trzeba będzie jeszcze czekać blisko pół roku, zanim ta regulacja zacznie działać. W tej chwili platformy będą składały wnioski do KNF i czekały na licencje, to nastąpi w ciągu raczej sześciu–siedmiu miesięcy niż kwartału, dlatego nastawiamy się na marzec 2023 r. To nie oznacza, że do emisji nie trzeba się przygotować, przeciwnie, przygotowania potrafią potrwać nawet pół roku, więc jeśli jakiś przedsiębiorca chciałby pozyskać 5 mln euro, to już musi zacząć się przygotowywać, bo takie rzeczy nie dzieją się z dnia na dzień i do pozyskiwania takiego kapitału trzeba się solidnie przygotować.

Jeśli firmy już dziś pytają o podwyższony limit zbiórek, to dowód sporego optymizmu.

Polska już miała takie podniesienie limitu. Gdy BeesFund startował, ten limit wynosił 100 tys. euro. Wzrósł w 2018 r. do miliona euro. To spowodowało, że pojawił się zarówno nowy typ inwestora, jak i spółek. Jest różnica między zbiórką 100 tys. euro i miliona. Podobnie teraz, gdy limit wzrośnie, to rynek także w sposób naturalny urośnie. Spodziewamy się, że on ponownie urośnie pięciokrotnie, pojawi się nowy typ spółek, emitentów. Mam dziś spotkanie ze spółką produkcyjną, ma już 20-letnią historię, kieruje nią już drugie pokolenie. Eksportuje dziś na 12 rynków, to duża firma, której potrzeby kapitałowe to właśnie 25–30 mln zł na rozwój parku maszynowego. To spółka, która poważnie rozważa emisję udziałową. Nie chcą pieniędzy na jesień, oni też chcą się przygotować, zamierzają wystartować po kapitał na wiosnę przyszłego roku. To spółka, która może pokazać wyniki, swoją pracę z ostatnich 20 lat. A jednocześnie boją się NewConnect, bo będą regulowani przez KNF, bo to są większe wydatki. Oni celują w 15–20 mln zł. Tak jak przy poprzedniej zmianie do miliona euro pojawił się nowy typ inwestora, tak teraz również przyjdą zupełnie nowe spółki, które do tej pory nawet nie patrzyły w stronę equity crowdfundingu.

Spodziewa się pan także bardziej profesjonalnych inwestorów?

Panuje pewnego rodzaju mit, to nie tak, że tylko nieprofesjonalni inwestorzy inwestują w spółki na naszych platformach. Takie zbiórki są po prostu głośne, jak Wisły Kraków, która zebrała finansowanie w 24 godziny. Słyszymy o nich i postrzegamy je przez pryzmat bycia fanem. Ale mamy takie spółki jak Escola, software house, która się dynamicznie rozwija, niedługo pewnie będzie debiutowała na NC. Tam zainwestowali poważni inwestorzy, którzy nie byli fanami, tylko przeliczyli ryzyko, zaufali w wyniki, pomysły biznesowe i zespół spółki. Dziś zaangażowanie w start-up to też szansa na ratowanie pieniędzy, przechowanie ich przez czas kryzysu. Nie zapominajmy jednak, że to sposób ryzykowny.

Czy macie już zapytania z rynku nieruchomości? Ten trend jest już popularny w USA, ale czy rusza także w Polsce? Jakie nowe branże się pojawiają?

Na pewno z wyższym limitem ruszy tu rynek nieruchomości, i to tych dużych. Kwota 20 mln zł pozwala już sfinansować budowę dyskontu, powierzchni magazynowej, niedużego centrum handlowego, projektu deweloperskiego. Spodziewamy się napływu tego typu projektów, jest o co kruszyć kopie, szczególnie, że można też przyciągnąć inwestorów z zagranicy. Ruszy też z pewnością rynek OZE, to głównie farmy fotowoltaiczne, ale pojawiają się także hydroprojekty, biogazownie. Wcześniej koszt 20–25 mln zł przekraczał możliwości finansowania społecznościowego, dziś zebranie na uruchomienie biogazowni zaczyna być realne. Przypominam, że za 20 mln zł można postawić naprawdę dużą farmę fotowoltaiczną. Widzimy również sporo firm rodzinnych, które czekają na podniesienie limitu i będą chciały „odpalać” emisje. Coraz częściej to nie są start-upy, ale spółki z tradycją, z historią i pomysłem na dalszy rozwój.

Jakie widzicie państwo najskuteczniejsze strategie sukcesu dla emitentów? W ubiegłym roku dużym zainteresowaniem cieszyły się emisje producentów gier, konopi i alkoholi, ale nie wszyscy zebrali wysokie kwoty.

Kluczowe jest zaangażowanie zespołu. Trudno w to uwierzyć, ale zdarzają się zespoły niezaangażowane we własne emisje, oni nie osiągną sukcesu, bo to nie platforma pozyskuje środki, ale emitent. Proces zbierania środków nie jest przyjemnym spacerkiem w letnie popołudnie po Łazienkach, to są spotkania z inwestorami, spotkania indywidualne, telefony, przekonywanie inwestorów do powierzenia środków. Nie każdy się w tym sprawdza. A często nawet ciekawe spółki nie potrafią się zaangażować i to jest klucz do katastrofy. Trzeba wylać sporo potu, by zebrać pieniądze. Czasy, gdy biznesy były wyceniane kosmicznie, się skończyły, musi być dobra wycena. Apelowałbym, by skończyć z mówieniem, że equity crowdfunding to wariaci, którzy inwestują w biznesy, które im się podobają. To nieprawda, u nas są profesjonalni inwestorzy, którzy widząc wyceny niektórych spółek, po prostu nie inwestują w nie.

CV

Arkadiusz Regiec (rocznik 1977) jest założycielem i prezesem powstałej w 2012 r. platformy equity crowdfundingowej Beesfund. Twórca projektu tokenbridge, szef akceleratora powołanego przez Giełdę Papierów Wartościowych, założyciel i wiceprezes Polskiego Towarzystwa Crowdfundingu. W 2017 r. uczestniczył w pracach podgrupy roboczej ds. crowdfundingu w Komisji Nadzoru Finansowego. Współproducent filmu „Anatomia startupu”. Studiował prawo oraz politologię na Uniwersytecie Warszawskim. Ratownik WOPR. ∑