Tak dużych emocji na rynku walutowym już dawno nie było. Główna para EUR/USD nieuchronnie zmierza w kierunku parytetu. Pod presją są waluty regionu, w tym także złoty. Banki centralne zdają się być bezradne.

W czwartek po południu para EUR/USD była w okolicach 1,02. Europejskiej walucie nie pomagały nawet lepsze nastroje rynkowe. W sumie od początku roku dolar umocnił się wobec euro o ponad 10 proc. - Ponieważ obawy o spowolnienie są szczególnie silne w Europie, presja na europejskie waluty utrzymuje się pomimo pewnej odwilży na rynkach globalnych - wskazuje Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. Na rynku panuje powszechne przekonanie, że czeka nas zrównanie wyceny euro i dolara.- Trend spadkowy na głównej parze walutowej jest na tyle silny, że dotarcie do parytetu jest tylko kwestią czasu. Pod dojściu do tego poziomu zakładam odreagowanie, ale jego wielkość będzie mocno uzależniona od sytuacji energetycznej w Europie, a ten czynnik z kolei będzie determinować dalszą politykę monetarną EBC - mówi Łukasz Zembik, ekspert TMS Brokers.

Czytaj więcej

RPP znów podnosi stopy procentowe. To już dziesiąty raz z rzędu

Sytuacja globalna, silny dolar, ale też i lokalne problemy odbijają się czkawką także innym walutom. Jen poprzez gołębią politykę japońskiego banku centralnego stracił wobec amerykańskiej waluty w tym roku już około 18 proc.

Mniejsza niż się spodziewano, podwyżka stóp procentowych w wykonaniu RPP w czwartek (50 pkt bazowych), zaszkodziła także złotemu. Tuż po decyzji zaczął on wyraźnie tracić wobec głównych walut. Euro w pierwszej reakcji podrożało o około 0,6 proc. do 4,80 zł. Podobny ruch widzieliśmy na dolarze, który znów znalazł się powyżej 4,70 zł. W ostatnich dniach para USD/PLN była natomiast już blisko poziomu 4,72. Przebicie tej wartości oznaczałoby nowe historyczne szczyty. W sumie od początku roku nasza waluta straciła do dolara ponad 16 proc. - Na parze USD/PLN notowania zrównały się w środę ze szczytami z 2000 roku. Nie bagatelizowałbym tego poziomu. Z pewnością podejście pod silną barierę techniczną będzie ograniczać w pewien sposób dalszy ruch na północ. Ale pamiętajmy, że w wyjątkowych okolicznościach jakim jest nerwowość na rynkach poziomy techniczne przestają mieć jakiekolwiek znaczenie - mówi Łukasz Zembik i  dodaje. -  Większy wpływ na złotego będzie miała konferencja Adama Glapińskiego w piątek, niż sama decyzja czwartkowa. Rynek będzie szukał potwierdzenia, czy rzeczywiście Rada jest bliska zakończenia cyklu podwyżek kosztu pieniądza. Bardzo słaby złoty nie jest na rękę RPP. Silna deprecjacja PLN może jeszcze mocniej napędzić inflację (wyższe ceny importowe) – podkreśla

Jeszcze cięższe chwile przeżywa węgierski forint. Ten od początku roku osłabił się wobec dolara o ponad 20 proc. Narodowy Bank Węgier podwyższył w czwartek stopę depozytową o 2 pkt proc., do 9,75 proc. by ratować swoją walutę. Początkowo decyzja ta niewiele pomogła bo forint dalej się osłabiał. Dopiero po południu sytuacja zaczęła się zmieniać. - Decyzja NBH jest najprawdopodobniej podyktowana chęcią zmniejszenia ucieczki zagranicznych środków z Węgier. Narodowy Bank Węgier podnosi stopę depozytową częściej niż raz w miesiącu, zwykle nieoczekiwanie. Warto wspomnieć, że inflacja na Węgrzech jest niższa niż w Polsce, a mimo to NBH staje na wysokości zadania - wskazują eksperci XTB.