Gość przyznał, że 10 tys. zł za bitcoina to w pewnym sensie bańka spekulacyjna. - 179 razy w ostatnich latach wieszczono śmierć bitcoina, a za każdym razem stawał się mocniejszy – tłumaczył.
- Bitcoin nie ma za sobą autorytetu państwa, ale to właśnie jest traktowane jako atut – dodał.
Kozieł wyjaśnił, że bitcoin oparty jest na technologii blockchain. - Podaż bitcoinów jest ograniczona i maleje co parę lat. To ma zapobiegać inflacji i erozji wartości tej waluty – mówił.
- Jest to waluta szyfrowana, można pozostać anonimowym, kupować mniej lub bardziej legalne rzeczy. Bitcoin jest też coraz bardziej akceptowalny w popularnych serwisach, a ostatnio Japonia uznała go za dopuszczalny środek płatniczy – dodał.
Kozieł zaznaczył, że około 40 banków centralnych prowadzi obecnie analizy na temat kryptowalut. - Kryptowaluty to przyszłość świata i polityki pieniężnej. Banki centralne widzą w tym potencjał, bo umożliwiłoby to bardziej precyzyjne stosowanie polityki pieniężnej – mówił.
Przypomniał, że w 2010 r. bitcoin kosztował 6 centów. - Od tego momentu 3 500 000 proc. poszedł do góry. W przeliczeniu na złotówki to obecnie 10 tys. zł, a w 2010 r. kosztował grosze – mówił.
Kozieł wyjaśnił, że bitcoina można wymieniać na różnych giełdach, są serwisy, które go akceptują. - Głównie w internecie bo bitcoin nie istnieje w formie fizycznej – tłumaczył.
- W Polsce jest to coraz bardziej popularne. Niektóre polskie sklepy internetowe już od dawna akceptują płatności w bitcoinach – dodał.
Rywalem bitcoina jest ethereum. - Ethereum rośnie zbyt szybko. W tym momencie kapitalizacja ethereum to prawie połowa kapitalizacji bitcoina – mówił gość.
Przyznał, że postęp techniczny będzie trwał, pojawią się nowe kryptowaluty z nowymi możliwościami umożliwiające szybsze i bezpieczniejsze transakcje.
- Kryptowaluty mają przyszłość. Wskazują na to raporty przygotowane dla Banku Anglii. Kryptowaluty mogą w przyszłości doprowadzić do tego, że tradycyjny system bankowy stanie się przestarzały i niepotrzebny – prognozował Kozieł.