Przecena polskich obligacji skarbowych nie ustaje. Ankietowani przez „Rzeczpospolitą" pod koniec grudnia ekonomiści przeciętnie przewidywali, że rentowność (porusza się w kierunku odwrotnym do ceny) papierów dziesięcioletnich wyniesie w styczniu średnio 3,60 proc., po 3,32 proc. w grudniu. Choć to wciąż możliwe, z każdym dniem jest mniej prawdopodobne. W poniedziałek rentowność dziesięciolatek przejściowo przebiła 4 proc., najwyżej od maja 2014 r. We wtorek była nieco poniżej tej symbolicznej granicy, ale raczej nie na długo.

– Oczekujemy, że w tym tygodniu dojdzie do dalszego wzrostu rentowności skarbowych papierów wartościowych, chociaż w mniejszej skali niż na początku roku – napisali we wtorkowym raporcie ekonomiści ING Banku Śląskiego. Dodali, że później rentowności mogą jeszcze rosnąć. – Obligacje będą w najbliższych miesiącach dalej tanieć, szczyt rentowności jest jeszcze przed nami – przyznaje w rozmowie z nami Mirosław Budzicki, strateg rynku stopy procentowej w PKO BP. – Dynamika wydarzeń jest wciąż negatywna dla notowań obligacji skarbowych. Od kilku miesięcy inflacja stale przebija rynkowe oczekiwania. W górę idą nie tylko jej prognozy na ten rok, ale i oczekiwania co do tego, jak długo utrzyma się ona na podwyższonym poziomie – zgadza się Mikołaj Raczyński z Noble Funds TFI.

W grudniu, jak wynika ze wstępnego szacunku GUS, wskaźnik cen konsumpcyjnych (CPI), główna miara inflacji w Polsce, wzrósł o 8,6 proc. rok do roku (ekonomiści przeciętnie spodziewali się odczytu na poziomie 8,3 proc.). Rząd pracuje nad kolejną tzw. tarczą antyinflacyjną, ale inwestorów to nie uspokaja. – Tarcze nie są antyinflacyjne, przeciwnie. Na dłuższą metę przyspieszą wzrost cen. Rynek też te tarcze odbiera tak, że będą prowadziły do wyższych stóp procentowych – ocenia Raczyński. Obecnie notowania kontraktów terminowych na trzymiesięczny WIBOR sugerują, że w ocenie inwestorów w perspektywie pół roku stopa referencyjna NBP przebije 4 proc. (teraz wynosi ona 2,25 proc.).

Z tej perspektywy rentowność dziesięciolatek nie ma już dużej przestrzeni do wzrostu. – W drugiej połowie roku inflacja powinna już zwalniać o tyle, o ile powodują ją czynniki podażowe i pandemiczne. Trudno oczekiwać, żeby dynamika cen paliw pozostała taka, jak w ostatnich miesiącach. Widać też pierwsze oznaki ustępowania zaburzeń w łańcuchach dostaw – mówi Budzicki. – Jeśli presja inflacyjna zacznie maleć, to NBP przestanie podnosić stopy procentowe – dodaje. Przy czym wciąż mowa o pułapie rzędu 4 proc. To oznacza, że nawet utrzymując dotychczasowe tempo zaostrzania polityki pieniężnej (po 0,5 pkt proc. miesięcznie), RPP trudno byłoby zaskoczyć inwestorów. – Zmierzamy jednak ku spowolnieniu gospodarczemu, które pociągnie za sobą obniżki stóp – ocenia Raczyński. Część ekonomistów, np. z Citi Handlowego, zapisała już w swoich scenariuszach łagodzenie polityki pieniężnej w 2023 r.

Tak czy inaczej, jak zauważył niedawno dr Sławomir Dudek, główny ekonomista Forum Obywatelskiego Rozwoju, świat niskich stóp procentowych odchodzi w przeszłość.

Dla rządu to raczej nie problem. – Obligacje z nowych emisji będą droższe w obsłudze, ale istniejące zadłużenie ma niski koszt obsługi. Jednocześnie nominalny wzrost PKB (z którym powiązane są wpływy podatkowe – red.) jest dwucyfrowy. To oznacza, że relatywnie do PKB dług publiczny maleje – mówi Budzicki. – Wydaje się, że dług publiczny w stosunku do PKB przestanie spadać w 2024 r. Wtedy nominalny wzrost PKB zwolni, a jednocześnie obecny wzrost rentowności obligacji uwidoczni się w kosztach obsługi długu. Ale to nie będzie niebezpieczne, bo to zadłużenie nie będzie duże – dodaje Raczyński.

Czytaj więcej

Rząd przydusza inflację. Na jak długo to wystarczy?