Niespodziewanie duże obniżki stóp procentowych w Europie potwierdzają jedynie, że recesja jest coraz bliżej. Wczoraj spadły stopy procentowe w strefie euro i Szwajcarii o 50 punktów bazowych, Anglii o 150 punktów i Czechach o 75 punktów bazowych.

Praktycznie w każdym przypadku decyzje uzasadniane były pogarszającymi się perspektywami dla światowej gospodarki. I choć dla giełdy obniżenie kosztu pieniądza jest dobrą wiadomością, wczoraj ceny akcji na światowych parkietach poszły w dół.

To efekt kontynuacji korekty zapoczątkowanej dzień wcześniej, co jest istotne dla kapitału krótkoterminowego, ale też coraz większych obaw inwestorów o głębokość recesji, co jest szczególnie istotne dla kapitału o dłuższym horyzoncie.

Ceny akcji w Paryżu, Londynie i we Frankfurcie spadły po około 4 proc., a kiedy na minusie wystartowały giełdy w USA, spadki w Europie się pogłębiły.

Na szczęście gdy na Zachodzie podaż przybierała na sile, warszawska giełda już nie pracowała. W przeciwnym wypadku spadki byłyby z pewnością dużo większe. A tak przy niewielkich obrotach – które nieznacznie przekroczyły 1,1 mld zł – WIG20 spadł o 4,3 proc.

Wczoraj pojawiła się informacja na temat październikowych przepływów w funduszach. Firma Analizy Online podała, że klienci funduszy umorzyli jednostki za około 7 mld zł (gorzej było tylko w styczniu). To niedobra wiadomość, ponieważ pokazuje, że poza OFE (nieśmiało kupują akcje) nie ma kto wykreować popytu na warszawskim parkiecie.

Ale umorzenia to nie tylko nasza specjalność, o czym świadczą wczorajsze informacje z MAN Group, jednego z największych funduszy hedgingowych (analiza poniżej).

Notowanym w Warszawie spółkom niewiele pomogły przewyższające oczekiwania wyniki kwartalne. Najlepszym tego przykładem były notowania BZ WBK. Jedynym pocieszeniem dla akcjonariuszy tej spółki jest to, że akcje banku straciły mniej niż cała branża. Wczoraj akcje banków spadły średnio o prawie 5 proc.