Rz: Chiny to drugi w świecie dostawca kapitału. Mocno inwestują w naszym regionie. Dlaczego tak mało w Polsce?
Sławomir Majman: W wyścigu o chiński kapitał po prostu się spóźniliśmy. Nie tylko w stosunku do USA, Francji czy Niemiec, ale też Czech, Słowacji czy Węgier. Przez lata przeszkodą był zły klimat polityczny pomiędzy Warszawą a Pekinem. Ale powodem słabego napływu chińskich inwestycji jest także siła polskiej gospodarki na tle gospodarek południowej flanki Unii Europejskiej. Inwestowanie u nas okazuje się zbyt drogie. Jesteśmy więc dopiero na początku drogi, ale odczuwamy już silny wzrost zainteresowania Chińczyków Polską. Od czerwca 2010 r. przyjęliśmy w PAIiZ 35 chińskich misji gospodarczych.
Jakimi branżami najbardziej interesują się Chińczycy?
Kapitał będą przyciągać przede wszystkim duże projekty infrastrukturalne. Chiny są potęgą w budowie infrastruktury nie tylko u siebie, ale też w Afryce czy Ameryce Łacińskiej. A powierzając im budowę części autostrady, udowodniliśmy, że prowadzimy politykę otwartych drzwi. Chińczyków interesuje także sektor ICT – często zapominamy, że gospodarka chińska jest w dużym stopniu oparta na wiedzy. Dużą rolę w napływie chińskiego kapitału powinien też odgrywać przemysł maszynowy. Zwłaszcza sektor budowlany.
Czy marketingowy sukces polskiej obecności na Expo w Szanghaju przełoży się na konkretne umowy biznesowe?
Zdecydowanie tak. Wyraźnie poprawił się klimat polityczny, co otwiera drzwi chińskim inwestorom. Udowodniliśmy, że Polsce na Chinach naprawdę zależy. Mamy już do czynienia z pierwszymi projektami, które zrodziły się tuż po zakończeniu Expo – jednym z nich jest zainteresowanie koncernu Sany budową fabryki maszyn budowlanych.
Polskie firmy obawiają się konkurencyjności chińskiego kapitału. Czy to nie będzie przeszkadzać w przyciąganiu Chińczyków do Polski?
Właśnie rozmawiałem z grupą przedsiębiorców, którzy są bardzo zaniepokojeni obecnością Chińczyków przy budowie autostrady. Słuchałem mitycznych informacji o setkach tysięcy chińskich robotników, którzy wkrótce zaleją nasze budowy. Prawda jest taka, że do tej pory przyjechało 350 specjalistów. Fakt, nerwowość jest wielka, ale takie inwestycje jak w Afryce, ściągające tysiące niewykwalifikowanych chińskich kopaczy, nam nie grożą. W sumie naszym problemem nie jest wcale to, że chińskich inwestycji jest za wiele i mamy się ich bać, lecz raczej fakt, że mamy ich za mało.
—rozmawiał Adam Woźniak