W ciągu dwóch ostatnich lat PKB realnie wzrósł o 8,2 proc. Był to czas, w którym szybciej rósł udział kapitału niż pracy; więcej realnie w tym czasie zarobiły firmy niż pracownicy. – To zjawisko cykliczne – tłumaczy Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu.
A Jakub Borowski, główny ekonomista Kredyt Banku, dodaje: – Wzrost gospodarczy był wyraźny, ale ponieważ nie zniknęły czynniki niepewności związane z sytuacją finansów publicznych w wielu krajach ani z kondycją gospodarki europejskiej, to zatrudnienie i płace rosły wolniej niż kilka lat wcześniej – mówi ekonomista. Podkreśla, że przedsiębiorstwa najpierw oszczędzały, a potem zaczęły wypłacać dywidendy. Jeśli decydowały się na inwestycje, to głównie na odtworzenie parku maszynowego. – Dochody z pracy rosły nie tylko wolniej, ale intuicja podpowiada, że po raz pierwszy od wielu lat w zeszłym roku mogło się zwiększyć rozwarstwienie płacowe – uważa Borowski.
Emerytury rosły szybciej niż płace
W ciągu dwóch ostatnich lat płace pracowników w gospodarce realnie wzrosły o 2,6 proc., a emerytury i renty wypłacane z systemu powszechnego – o 4 proc. Świadczenia wypłacane przez KRUS straciły w zeszłym roku na wartości realnej o 1,4 proc.
W latach 2006 – 2008 przeciętnie realnie płace rosły o 5 proc. w skali roku. Ale Wiktor Wojciechowski, główny ekonomista Invest Banku, przypomina, że chociaż utrzymuje się wysokie bezrobocie, to powoli rosło zatrudnienie. W sektorze przedsiębiorstw o 4 proc. – Ponieważ więcej przyjmowały firmy przemysłowe, to w ciągu dwóch lat pracę znalazło prawie 250 tys. mężczyzn, o połowę więcej niż pań – relacjonuje Wojciechowski.
Jednak spowolnienie dynamiki dochodów odbija się na niektórych branżach, np. usługach. Zmieniła się też struktura firm handlowych. – Wzrosła wartość udziału w sprzedaży detalicznej dyskontów, zmalała małych sklepów osiedlowych – mówi Tomasz Kaczor, główny ekonomista BGK. – Na wzroście gospodarczym, wysokiej inflacji i niskich stopach procentowych bardziej skorzystali ci, którzy mają kredyty, od tych, którzy oszczędzają – dodaje. Zasługą wysokiego wzrostu jest też to, że Polska uważana jest za kraj z przewidywalnymi finansami publicznymi.
Firmy odnawiały zapasy
– Konsumpcja indywidualna rozwijała się wolniej niż PKB (odpowiednio dla lat 2010 –2011 3,2 proc. i 3,1 proc.). Trudno więc mówić o nadmiernej i niepohamowanej konsumpcji – mówi Piotr Soroczyński, główny ekonomista KUKE. Zwraca uwagę, że po zwolnieniu dynamiki spożycia zbiorowego w 2011 r. (- 0,7 proc.) widać skutki zacieśnienia polityki fiskalnej. – Za to wyraźnie rosła akumulacja (odpowiednio 9,3 proc. i 10 proc.). Firmy intensywnie odnawiały zapasy. Dodatkowo do prowadzonych inwestycji infrastrukturalnych firmy dołączyły własne projekty, głównie w odnowienie i rozbudowę mocy produkcyjnych. Dzięki inwestycjom budowlańcy oraz producenci maszyn i urządzeń mieli niezłą sprzedaż – dodaje Soroczyński.
W ciągu tych dwóch lat wolniej rozwijały się usługi, a spadła wartość dodana w branży ubezpieczeniowej i finansowej.