Berlińskie filmy pełne są delikatności uczuć. Bohaterką magicznej „Petite maman" Celine Sciammy jest ośmioletnia Nelly, która po śmierci babci jedzie z rodzicami do jej domu w lesie, gdzie dorastała jej matka. I zachowała wspomnienie piękna: brunatno-rudej jesieni i budowy szałasu z gałęzi drzew. Gdy matka wyjeżdża, Nelly spotyka dziewczynkę, która też z gałęzi robi dla siebie schronienie i jak matka Nelly ma na imię Miriam. Sciamma subtelnie prowadzi grę wyobraźni. Dziewczynki są do siebie podobne, rodzi się między nimi silna więź.

– Chciałam opowiedzieć o spotkaniu małej dziewczynki i jej matki z czasów, gdy ona też była dzieckiem – mówi reżyserka i dodaje, że dziś w czasach pandemii i zawirowań politycznych trzeba z dziećmi rozmawiać.

W „Petite maman" stworzyła nowy sposób podróży w czasie. Co tu jest prawdą, co fikcją? Poczucie straty i żałoba po śmierci babci miesza się ze strachem o najbliższą osobę – matkę. Rodzi chęć innego spojrzenia na nią. O czym marzyła, czego się bała w dzieciństwie? Przyjaźń z „małą matką" pozwoli dziecku zrozumieć tę starszą. Są przecież podobne... i sobie nawzajem potrzebne.

W „Memory Box" Joany Hadjithomas i Khalila Joreige'a tuż przed świętami kurier przynosi wielką pakę. Starsza kobieta nie chce jej przyjąć, to jej 13-letnia wnuczka Alex podpisuje kwit. Przesyłka przyszła do Montrealu z Paryża. Są w niej stare listy, taśmy, zeszyty. Matka dziewczyny, Maia, jest Libanką. Dorastała w Bejrucie, a gdy jej najbliższa przyjaciółka wyemigrowała do Paryża, opisywała jej świat pogrążony w wojnie, opowiadała o sobie: o marzeniach, niespełnionej miłości i wielkiej pasji fotografowania. Potem straciły kontakt. Dopiero po latach przyszło do jej domu w Montrealu pudło z zachowaną przez dawną przyjaciółkę pamięcią. Często bolesną: nie przez przypadek babka mówi do wnuczki: „Daj mamie tę przesyłkę po świętach". Ale Alex czyta notatniki matki, odsłuchuje stare taśmy. Poznaje jej młodość naznaczoną tragedią wojny. Zrozumie życiowe wybory, lęki, małe radości i wielkie zawody.

Węgier Bence Fliegauf nie ucieka ani w przeszłość, ani w magiczny świat wyobraźni. Jego znakomity „Forest – I See You Everywhere" to seria rozmów. Klaustrofobiczne pomieszczenia, fotografowane z bliska twarze, ręce, czasem jakiś gest. Rozmowy, które ranią. Nie zbliżają ludzi, raczej oddalają. Córka wini ojca za śmierć matki, bo nie chciało się mu zmienić w jej w samochodzie opon. Ojciec atakuje matkę i córkę. Kochankowie kłócą się o byłą dziewczynę chłopaka. Starszy mężczyzna, który ma następnego dnia pójść na niebezpieczną operację i zostawia swoją młodą żonę z własnym synem z poprzedniego małżeństwa. Matka i nastolatek w sporze na temat gier, ale też religii, wiary i stosunku do świata. I tylko gdzieś na końcu promyk nadziei. Bardzo zresztą smutny.

Te filmy każą się zatrzymać, spokojniej spojrzeć na życie. I dobrze. Może w ciągłym biegu zapominaliśmy, jak ważnym lekarstwem dla człowieka jest drugi człowiek.