– Kiedy w Iranie zapraszamy gości na kolację, staramy się zaoferować im jak najwięcej dań. Ale w czasie posiłku nie mówimy, co mają jeść, wyboru dokonują sami. Taki sam stosunek mam do problemów, jakie poruszam w kinie. Szanuję widzów. Dlatego pozwalam im myśleć o moich filmach, co chcą – mówi reżyser Rafi Pitts.

"Myśliwego" rzeczywiście można odczytywać na wiele różnych sposobów. W warstwie fabularnej to opowieść o mężczyźnie, który wyszedł z więzienia i próbuje ułożyć sobie życie na nowo.

Gdy jednak w czasie krwawo stłumionej ulicznej manifestacji traci żonę i córkę, zaczyna mścić się na oprawcach. Z karabinem w dłoni poluje w Teheranie na policjantów, traktuje ich jak zwierzynę łowną, zabija.

Wkrótce sam z myśliwego zamienia się w ściganego. Po policyjnej obławie widzimy go skutego kajdanami, prowadzonego w ulewie przez las. Nagle dwaj funkcjonariusze z pojmanym mężczyzną zgubią drogę. Ich szanse na przeżycie, na wyjście cało z opresji się zrównają.

"Myśliwy" jest ostrzeżeniem przed nienawiścią i podziałami, bo każdy może stać się jednocześnie katem i ofiarą. Pitts pokazuje meandry życia – czy "myśliwy" nie jest przypadkiem człowiekiem, którego widzimy na starym zdjęciu, jak w grupie motocyklistów rozjeżdża amerykańską flagę?

Widzowie mogą w tym filmie dostrzec historię człowieka wyobcowanego, nieumiejącego znaleźć miejsca w życiu. Jego frustracja przemienia się w agresję. Część krytyków porównywała więc nawet "Myśliwego" do "Taksówkarza" Martina Scorse-sego.

Ali, bohater Rafiego Pittsa, też przecież jest skażony samotnością w wielkim mieście. Dalszy ciąg staje się jednak inny niż u Scorsesego, bo Ali jest ofiarą bezdusznego systemu społecznego i politycznego. W komisariacie, gdy szuka zaginionej rodziny, traktowany jest jak intruz, a policjanci bardziej zajmują się jego przeszłością niż sprawą, z jaką przyszedł. To właśnie stanie się bezpośrednim impulsem zmuszającym bohatera, by nabić strzelbę i samemu wymierzyć karę tym, którzy zniszczyli jego rodzinę.

Rafi Pitts, Irańczyk mieszkający w Anglii, może sobie pozwolić na krytykę irańskiego systemu politycznego, pełnego korupcji, wdzierającego się w życie prywatne obywateli, sprawiającego, że wszyscy stają się "myśliwymi" polującymi na siebie nawzajem. W końcu ta refleksja góruje zarówno nad pierwszą częścią filmu szukającą przyczyn agresji, jak i nad drugą, przypominającą thriller.

Niestety, jest w filmie Pittsa pewna słabość. Ten ascetyczny, minimalistyczny w formie obraz męczy. Gubi się w szczegółach, prześlizguje po powierzchni zdarzeń. Reżyser nie buduje pogłębionych sylwetek bohaterów. Nawet tytułowy bohater, grany zre-sztą przez samego Pittsa, jest daleki i obcy. Jego dramat nie wybrzmiewa na ekranie.

Mam wrażenie, że widz – choć zainteresowany fabułą – pozostaje obojętny. Obserwuje wszystko z zewnątrz i nie jest w stanie przejąć się tragedią.

Może czasem lepiej ugotować jedno danie, ale za to o wyrazistym smaku.

[i]Barbara Hollender[/i]